Wczoraj był piękny dzień. Postanowiliśmy z Kubą wybrać się na długi wiosenny spacer. Przy okazji odebraliśmy z PPP zaświadczenie do przedszkola, że Kuba był pod opieką psychologa-psychoterapeuty. Pytałam też czy jest możliwość zapisania Kuby na terapie biofeedback. Czytałam że metoda ta daje spore efekty w przypadku impulsywności, braku koncentracji, stanach lękowych oraz wspomaga uczenie się u dzieci. Jednak w PPP przyjmują tylko dzieci powyżej 10 roku życia. Tak więc gdybym się zdecydowała na taką terapie dla Kuby musiałabym znowu szukać prywatnie (koszt ok 700zł za diagnozę i 10 sesji). Podobnie sprawa wygląda z terapią SI. W PPP proponują zajęcia RAZ w miesiącu, podczas gdy my teraz chodzimy RAZ w tygodniu. Terapia dla dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu też najwyżej raz w miesiącu albo nawet rzadziej - my prywatnie mamy spotkania raz w tygodniu. Jaki z tego wniosek? Jeśli chcesz aby Twoje dziecko miało zapewnioną profesjonalną pomoc i terapie, musisz zapłacić. Od PAŃSTWA nie możesz liczyć na zbyt dużo. Nie wiem jak to wygląda w innych miastach, ale ja generalnie jestem bardzo zawiedziona pomocą jaką udzieliła nam PPP. Po 8 miesiącach intensywnej współpracy - jak to nazwała Pani psycholog, nie byli w stanie zauważyć żadnych zaburzeń w rozwoju Kubusia. Szkoda słów..
A wracając do spaceru.. Odwiedziliśmy po drodze ogromny plac zabaw. Ponieważ akurat nie było żadnych kompanów do zabawy, Kuba postanowił trochę pomalować kredą na chodniku. Poprosił aby odpakować mu kredę, ale tylko do połowy ( przecież nie może pobrudzić sobie rączek..) i zaczął rysować bliżej nie określone arcydzieło. Ale nagle kreda postanowiła zrobić Kubusiowi psikusa i złamała się w połowie.. Buzia w "podkówkę", łzy w oczach i błagalnym ale jednocześnie bardzo stanowczym tonem zwrócił się do mamy: "napraw ją natychmiast". Matka zbladła, bo tak się złożyło że nie posiadała w torebce "zestawu naprawczego do kredy", a doskonale wiedziała co się stanie, kiedy powie dziecku, że kredy nie da się naprawić.. Na nic nie pomogły przekonywania, że mniejszą kredą będzie się lepiej rysować, że drugą połówką może się podzielić z mamą i razem coś narysujemy. Kuba szykował się aby oznajmić całej okolicy w promieniu kilku kilometrów, jak bardzo niezadowolony jest z powodu złamania się nieszczęsnej kredy..Ale sytuację na szczęście uratowało pojawienie się na placu zabaw dzieci, ufff.. Kreda została szybko zapakowana w papierek i schowana do kieszeni. Matka odetchnęła z ulgą. Miała jeszcze w pamięci poranne problemy, kiedy to podczas zabawy w umywalce, dziecku niespodziewanie do wody wpadł pojemnik z mydłem. Straszna tragedia, bo Kuba rączki miał "zajęte" a pojemnik trzeba było wyjąć z wody i jeszcze do tego wytrzeć.. Nie będzie wiedział o co mi chodzi ten, który nigdy nie miał do czynienia z Kubą. Ja się przyzwyczaiłam i jestem specjalistką od reagowania w takich sytuacjach. Ale ten kto tego nie zna, będzie zachodził w głowę, dlaczego 5-latek urządza awanturę z powodu złamanej kredy, herbatki podanej w innym kubku czy innego wieszaka na kurtkę w przedszkolu..Grunt to zachować spokój..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz