Rozmawiałam dzisiaj z terapeutką Kubusia, która była w zeszłym tygodniu w przedszkolu na obserwacji. Zauważyła, że właściwie większość problemów które Kuba ma w grupie dzieci i które kończą się zazwyczaj biciem, bierze się z tego, że nie potrafi się poskarżyć Pani.
Taka scenka: grupa kilku chłopców bawi się autkami, nagle jeden zaczyna wyrywać autko drugiemu, zaczyna się szarpanina, popychanie, wyrywanie. Ale jednocześnie wszyscy wołają: "proszę Pani bo on mi zabiera/bije itd." Pani szybko podchodzi do chłopców, rozdziela ich, poucza. Za chwilę wszyscy zgodnie bawią się dalej.
Kolejna scenka, tym razem z udziałem Kuby. Bawi się autkiem z drugim chłopcem, nagle tamten zaczyna zabierać Kubie autko. Kuba stara się nie reagować, odsuwa się. Kolega ponownie go zaczepia ale po kilku próbach odebrania autka dostaje od Kuby w głowę. Chłopak zanosi się płaczem i skarży Pani, że Kuba go uderzył. Czego tu brakuje? Kuba nie zawołał: "proszę Pani on mi wyrywa autko". Pani nie mogła zareagować. W rezultacie reaguje dopiero wtedy, kiedy kolega zostaje uderzony. Kto jest winny? Kuba..
Wynika to z tego, że moje dziecko nie wie, że może Panią poprosić o pomoc. Mimo, że powtarzałam mu to już z tysiąc razy. W domu jest inaczej, mama jest na miejscu i od razu reaguje. W przedszkolu czuje na sobie ciężar odpowiedzialności, musi poradzić sobie z problemem sam. I niestety jedyny skuteczny sposób jaki zna to uderzenie delikwenta aby się odczepił. Pani terapeutka stwierdziła, że to nie jest agresja tylko obrona, w dodatku obrona ostateczna. Kuba starał się nie reagować, uciekać ale kiedy już nie widział wyjścia z sytuacji-uderzył. On wie, że nie wolno bić. I ma poczucie winy kiedy to zrobi. Ale sytuacja go przerasta i w tej chwili nie umie sobie inaczej z nią poradzić. Strasznie smutno mi się zrobiło, kiedy to sobie uświadomiłam. Do tej pory odbieraliśmy bicie jako złe zachowanie a nie jako obronę. Tak samo było to odbierane w przedszkolu. Teraz musimy nauczyć się patrzeć na to z innej perspektywy. I inaczej reagować..
Kuba ma problem ze zrozumieniem swoich emocji. On za wszelką cenę chce być grzeczny i dobry. Ale czasem nie rozumie, że można się zdenerwować na kogoś i wcale nie oznacza to czegoś bardzo złego. Kiedy coś mu się nie uda, np. krzesło się przewróci, zaczyna płakać i krzyczeć. Matka przybiega na ratunek, pyta co się stało. I co słyszy? "ja mamy już nie lubię.." Ale co matka ma z tym wspólnego? Dlaczego obrywa w głowę za to, że to nieszczęsne krzesło się przewróciło? Bo Kuba nie umie sobie poradzić z emocjami. Jest zły ale nie wie co ma z tym zrobić, więc postanawia wyładować tą złość na kimś. I trzeba mu wtedy wytłumaczyć, że jest zły na krzesło, bo się przewróciło, nie na mamę, która chciała tylko pomóc. Napisałam na naszej tablicy z zasadami: MOGĘ SIĘ ZŁOŚCIĆ, NIE MOGĘ BIĆ. Mam nadzieję, że pomoże mu to zapamiętać, że złość nie jest zła, jeśli nie robi nikomu krzywdy..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz