piątek, 22 listopada 2013

Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu..

Złych dni ciąg dalszy..
Dzisiaj byłam z Kubą w przedszkolu zamiast p.Piotra, który jest chory. Wystarczyło wyjście na spacer do Zegarmistrza oraz pół godziny zabawy w sali abym miała dość. Zdążył uderzyć trójkę dzieci, urządzić mega wrzask i pobić mnie. To tyle jeśli chodzi o zachowanie.. Poza tym był całkowicie "nieobecny". Nie docierały do niego słowa, tak jakby w myślach błądził gdzieś daleko, albo jakby siedział w drugim pokoju odizolowany od świata i wrażeń.  Denerwował się gdy ktoś próbował do tego pokoju "wejść", zakłócić spokój.

Po dzisiejszym dniu wiem, że nie mogę z nim być w przedszkolu jako "cień". Ja podchodzę to tego wszystkiego zbyt emocjonalnie. Inaczej jest gdy bije mnie w domu bo potrafię zachować spokój i przeczekać wybuch. Ale nie potrafię się tak zachować gdy na moich oczach rzuca się na inne dzieci. To jest cholernie przykre patrzeć jak dzieci się go boją. W takich chwilach poprostu nie wiem jak on sobie kiedyś poradzi w życiu, jak pójdzie do szkoły.. Mam nadzieję, że Piotrek szybko wydrowieje..

Z dobrych wiadomości to udało się załatwić nauczyciela wspomagającego. Pani Dyrektor dostała odpowiedź z Urzędu Miasta i nie może się nadziwić, że jednak się DA. Koleżanki z innych przedszkoli zazdroszczą i dziwią się, bo im się nie udało, bo to przecież "nie spotykane".  Tylko pewnie zapomniała o tym, że dostała ode mnie wszystkie wymagane papiery: metryczkę subwencji w której wyliczone zostało ile Kubie przysługuje pieniędzy, orzeczenie z PPP - w którym wyraźnie jest napisane, że Kuba koniecznie potrzebuje wsparcia nauczyciela. W UM chyba się jednak zorientowali, że mają do czynienia z kimś kto jest w temacie i nie da się tak łatwo spławić. Bardzo się cieszę. Teraz szukamy odpowiedniej osoby - pedagoga specjalnego, który zostanie zatrudniony na etat w przedszkolu. 

Kolejna dobra wiadomość - Kuba został zaproszony na urodziny do koleżanki z przedszkola. Pierwszy raz. Jest bardzo podekscytowany - oczywiście nie tym, że ktoś polubił go na tyle żeby zaprosić na urodziny. Raczej tym, że impreza odbędzie sie na sali zabaw na którą bardzo chciał pójść. Wstępnie zgodziłam się na jego udział- w końcu może to być ostatnie zaproszenie jakie dostanie. Po dziesiejszym dniu jednak się zastanawiam.. Konsekwencja za tak złe zachowanie powinna być, ale odebranie mu aż takiej nagrody mogłoby być zbyt bolesne i przynieść odwrotny skutek. Będe musiała się porządnie zastanowić aby było sprawiedliwie.. Co ciekawe - najbardziej lubią Kubę w przedszkolu dziewczynki. Dzisiaj byłam świadkiem jak dwie z nich spierały się o to, która będzie z nim w parze. To miłe, że mimo jego wybuchów jednak ktoś go lubi..

Zapomniałabym - jeszcze jeden sukces. Wczoraj byliśmy z Kubą u fryzjera, pierwszy raz. Mieliśmy już kilka nieudanych podejść. Raz nawet udało się usadowić Kubę na fotelu ale zanim Pani zdążyła założyć pelerynkę, Kuby już nie było. W domu obcinanie włosów to też masakra. Trzeba włączyć baaardzo głośno bajkę ( a Kuba ogląda tylko jedną aktualnie "Sąsiedzi") i postarać się zrobić to bardzo szybko. Problem jest przy uszach, gdzie absolutnie nie mogę zdjąć nakładki plastikowej, bo Kuba boi się że obetnę mu ucho. Jest płacz, nerwy i na koniec krzywo obcięty, zdenerwowany Kuba.
Koleżanka, która ma synka z autyzmem, poleciła mi salon "przyjazny autystom". Po zapoznaniu się z Paniami, obejrzeniu wszystkiego i umówieniu się na termin Kuba bez problemu usiadł i pozwolił sobie obciąć włosy. Bez protestów, bez uciekania. Pozwolił sobie pieknie wyrównać baczki, zdjąć nakładkę z maszynki, cierpliwie czekał aż Pani skończy. Na koniec w nagrodę Panie odprowadziły go po zapleczu i odpowiedziały na wszystkie pytania dotyczące skomplikowanych suszarek do włosów. Matka zachwycona ( Kuba jeszcze nigdy nie był tak dobrze obcięty) a uniknięcie godziny stresu kosztowało jedynie 14zł. Kuba stwierdził, że to jest już "jego fryzjer" i powiedział Paniom, że jeszcze tu przyjdzie. A pewnie, że przyjdziemy. Panie dostają ode mnie 6+.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz