wtorek, 19 listopada 2013

Było dobrze ale się skończyło..

Tak jak kiedyś pisałam po "dobrych" dniach, postępach następuje spadek. Czasem jest to delikatne pogorszenie nastroju a czasem "ostra jazda w dół bez trzymanki". Kuba od jakiegoś czasu miał bardzo dobre dni - robił postępy, chętnie chodził do przedszkola, mniej bił i się złościł. Panie go chwałiły, terapeuci też. Matka się uspokoiła, wyluzowała, zaczęła spokojnie sypiać. No i co? Było, minęło..

Od czwartku Kuba ma "złe dni". Zaczęło się od wyjścia do Centrum Nauk Przyrodniczych, Piotrek się spóźnił, dzieci wyszły z p.Dyrektor, która jest na zastępstwie. Najpierw Kuba chciał iść z p.Ulą ( woźną) ale p.Dyrektor się nie zgodziła, później zgubił rękawiczkę ( nie trzeba zagadywać jaka była tragedia), później nie chciał uczestniczyć w zajęciach w Centrum bo była głośna muzyka. Cały dzień można jednym słowem podsumować - masakra. W piątek został w domu bo miał duży katar i jeszcze większą niechęć do wyjścia do przedszkola. W sobotę urządził kilka "głośnych" scen w domu. Zaczęło się z samego rana. Gdy tylko otworzył oczy przypomniał sobie, że rysunek który od kilku miesięcy wisi u niego nad łóżkiem, chciał dać Cioci. Nie pomogly tłumaczenia, że przecież zmienił zdanie i chciał go powiesić. Sąsiedzi mieli pobudkę pt. "Kuba ma zły dzień". Cały dzień był taki - szukanie zaczepki pod byle pretekstem. Niedziela w miarę spokojna - po szlabanie na gry komputerowe.
Poniedziałek znowu problem. Po wejściu do sali znany już obrót na pięcie i "wracamy do domu". Nie pomogło nic, co matce udało się wymyślić. Siedziałam z Kubą w sali aż przyszedł Piotrek. Niestety nie mógł zostać długo, co zakończyło się pobiciem koleżanki, która nie chciała oddać swojego wieszaka w szatni (?!), nie uczestniczeniem w zajęciach i kolejnym "ciężkim" dniem.
U p.Radka ćwiczenia były super - Kuba został pochwalony, że bez żadnych prostestów wykonywał wszystkie zalecenia. Skończyło się jednak awanturą kiedy odmówił oddania zabawek, po ustalonym w nagrodę czasie na zabawę. 
Dzisiaj dzień zaczął się koszmarnie. Kuba nie tylko odmówił wyjścia do przedszkola, ale w ogóle wstania z łóżka. Po 40 minutach dyskutowania, przekonywania, proszenia i grożenia matka się poddała. Kuba został w domu i uradowany poszedł się bawić.

Ja wiem, że zawsze po dobrych dniach są gorsze. P.Asia mówiła, że im dłużej te "dobre" dni trwają tym lepiej. I trzeba być zawsze przygotowanym, że któregos dnia może się "coś zepsuć". Zaburzenia rozwoju to nie choroba, która znika po podaniu lekarstwa. Bardziej przypomina dziurawy ser. Odpowiednią terapią, ćwiczeniami "latamy" dziury w serze, ale później przy jakiejś sytuacji może się okazać, że jedna dziura została i wszystko się "sypie". I tu się posypało. 

Podejrzewam, że problemem są zmiany w przedszkolu. Od tygodnia nie ma p.Madzi, na zastępstwo przychodzi p.Dyrektor, która kompletnie nie wie jak postępować z Kubą. Do tego w ciągu ostatnich dni Piotrek zostaje krócej niż zwykle (nie wiem dlaczego). Poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane dlatego Kuba nie chce chodzić do przedszkola. A ten strach odreagowuje swoim zachowaniem - złym niestety. 

Mimo że staram się to zrozumieć, jest mi ciężko. Nie tylko dlatego, że przyjemnie było kiedy Kuba miał dobre dni. Kiedy można było cieszyć się wspólnymi chwilami, bez żadnych problemów. A teraz znowu jest stres, znowu trzeba zachowywać "kamienny spokój" mimo że w środku człowiek się gotuje. I trzeba wszystkim tłumaczyć, dlaczego Kuba tak się zachowuje. 

I to że Kuba nie chce iść do przedszkola to nie jest jego "widzimisie", tylko oznacza że ma jakiś problem. I tak, może się zdarzyć że do szkoły też nie będzie chciał iść. I to że się na niego nakrzyczy nic nie da. Szkoda tylko, że tylko ja to widzę i rozumiem..  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz