Nie tak dawno pisałam o tym , że Kuba bardzo płakał kiedy myślał że utopiła się biedronka. Ale myśl o tym, że zaczął przejmować się stanem drugiej osoby/zwierzątka/owada szybko zniknęła kiedy stwierdził, że biedronka się zepsuła i trzeba znaleźć nową.
W piątek nastąpił przełom - tak mi się przynajmniej wydaje. Wieczorem Kuba zauważył, że jedna z rybek w akwarium się nie rusza. Po szybkiej akcji ratunkowej okazało się, że jednak rybka żyje ale ma się raczej kiepsko - rybki zazwyczaj nie pływają na boku.. Przenieśliśmy rybke do osobnego pojemnika z wodą i obserwowaliśmy jej stan. Generalnie nie przejmowaliśmy się tym jak Kuba przeżywa fakt, że rybka umiera. Do tej pory pożegnał kilka rybek i dwie krewetki i w ogóle się tym nie przejął. Tym razem, kiedy wydawało mi się że rybka już zeszła z tego świata, Kuba strasznie się rozpłakał. To był autentyczny smutek, że rybki już nie ma. Bez przerwy dopytywał się czy reszta rybek jest zdrowa i czy żyją. W końcu przytulił się do mnie mocno i powiedział, że on ma tylko nas - dwie dorosłe osoby, i nie chce żebyśmy umarli.. Wtedy to ja się poryczałam..
Rano okazało się że rybka jednak żyje - ledwo, bo ledwo, ale jednak żyje nadal. Stwierdziłam, że to dobry test aby się przekonać czy smutek z powodu jej śmierci był autentyczny ( wiem, jestem bez serca). W końcu późnym popołudniem rybka w końcu odeszła. Wysłaliśmy ją do "morza" i.. Kuba znowu się popłakał. Idąc za ciosem postanowiłam wykorzystać sytuację i przypomnieć Kubie jak groził w przedszkolu koleżance, że ją zabije. Mam nadzieję, że tym razem zrozumiał co znaczą takie słowa.
Bardzo się cieszę, że w Kubie budzą sie uczucia dotyczące kogoś innego niż on sam. Zdaje sobie sprawę, że to dopiero początek ale dla mnie to i tak wielki sukces. Można powiedzieć, że śmierć rybki nie poszła na marne :) Poza tym podczas sprzątania akwarium Tato Kuby znalazł 11 rybko-dzidziusiów, tak więc równowaga została zachowana, nawet w nadmiarze..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz