Wiosna, wiosna i jeszcze raz wiosna :)) W tym tygodniu pogoda była tak piękna, że w domu siedzieliśmy tylko z konieczności. Wyciągnęliśmy rowerek i hulajnogę z piwnicy i oficjalnie zaczęliśmy sezon na dłuuuugie spacery. Kondycja matki wymaga jeszcze dopracowania - czego efektem są zakwasy i totalne zmęczenie materiału ( chociaż to drugie to może wina przesilenia wiosennego..)
Dni jak zwykle uciekają w zastraszającym tempie. Nie tak dawno zorientowałam się, że już jest MARZEC, tzn. dotarło do mnie że już jest marzec. A to oznacza rekrutację do szkoły. Kuba jako sześciolatek z pierwszej połowy roku we wrześniu tego roku idzie już do pierwszej klasy ( szok - przecież dopiero co się urodził..).Od razu podkreślam - nie zamierzam go "ratować" odroczeniem, nie odbieram mu dzieciństwa i nie przeraża mnie wizja odrabiania lekcji. Temat "ratowania maluchów" przed szkołą jest dla mnie kompletnie niezrozumiały. Mam wrażenie, że to jakiś "owczy pęd" rodziców, którzy nawet przez chwilę nie zadali sobie pytania czego chce ich dziecko. Fakt, niektóre dzieci z grupy Kuby nie są dojrzałe aby iść do szkoły. Kuba emocjonalnie też nie jest i pewnie długo jeszcze nie będzie. Ale odraczanie na siłę dzieci, które są bardzo samodzielne, umieją funkcjonować w grupie, dobrze sobie radzą ze wszystkimi zadaniami w przedszkolu tylko dlatego że nie chce im się uczyć literek a rodzicom odrabiać popołudniu lekcji? Tego nie rozumiem..
W przypadku Kuby decyzja była oczywista. Z jego wiedzą i inteligencją nie ma sensu zostawiać go kolejny rok z przedszkolu. Kuba już teraz strasznie się nudzi - świetnie czyta od ponad roku, ma ogromną wiedzę ogólną co udowadnia na każdych zajęciach odpowiadając bezbłędnie na wszystkie pytania nauczycielki i przede wszystki ma ogromny pociąg do wiedzy. Myślę, że trzeba to wykorzystać. A czy odbieram mu tym samym dzieciństwo? Nie sądzę..
Nasz problem ze szkołą jest zupełnie inny. Kuba jako dziecko z ZA, niesamowicie inteligentne ale mające ogromne problemy z normami społecznymi potrzebuje odpowiedniego podejścia i pomocy. Dwa lata w przedszkolu ogólnym były masakrą dopóki nie pojawiła się nauczycielka wspomagająca. Mimo, że jej metody pracy nie zawsze są idealne to widać jak ogromne postępy Kuba zrobił od stycznia. Pamiętając "drogę przez męke"jaką przeszłam załatwiając orzeczenie o kształceniu specjalnym i nauczyciela do przedszkola postanowiłam nie popełniać tych samych błędów. Kuba nie pójdzie do szkoły ogólnej. Opcje są dwie - szkoła prywatna lub integracyjna. Szkoła prywatna daje możliwości bardzo indywidulanego podejścia do ucznia a dodatkowo, ta wybrana przez nas, alternatywne metody nauczania. Poza tym jako placówka prywatna otrzymuje całą subwencję należącą się Kubie z racji orzeczenia, którą może wykorzystać na zatrudnienie nauczyciela wspomagającego lub inne pomoce do pracy. Minusem są koszty czesnego oraz wolne miejsca - jak się okazało największe szanse są kiedy podanie złoży się dwa lata wcześniej..
Drugą opcją jest szkoła integracyjna. Niestety w naszym mieście nie ma dobrej szkoły integracyjnej - tak twierdzą terapeuci Kuby. Ponieważ nie mam gwarancji że Kuba dostanie się do szkoły prywatnej musiałam zgłosić go do integracyjnej aby mieć jakieś wyjście awaryjne. Tydzień temu byliśmy na Dniach Otwartych w jednej takiej szkole. Budynek ogromny ale dla maluchów jest całkiem osobne skrzydło, z oddzielną szatnią i salą gimnastyczną. Nie ma dzwonków - Pani sama ustala przerwę, kedy widzi że dzieci są zmęczone. W klasie jest 15 dzieci w tym 4 z orzeczeniem i dwie nauczycielki. Połowę sali zajmuje dywan, na którym dzieci odpoczywają i bawią się. Jest interaktywna tablica, na której można puścić filmik lub piosenkę, zrobić zadanie jak na komputerze.
Kuba przez pierwsze 30 minut nie chciał wejść do żadnej klasy, uciekał na widok nauczycieli i innych dzieci. Chciał tylko oglądać boisko i korytarze. Udało się przełamać strach dopiero kiedy sale zrobiły się puste. Kiedy upewnił się, że Pani nie będzie niczego pokazywać, nic włączać i wszystkie dzieci już wyszły, dopiero wszedł. I bardzo mu się spodobało :) Po przełamaniu pierwszych "lodów" bez strachu zaglądał to każdej sali i brał nawet udział w pokazach. Powiedział, że szkoła mu się bardzo podoba i chce tu chodzić. Na zakończenie, kiedy składaliśmy podanie, zapytał Pani czy wie, że on czasem bije. Pani powiedziała, że oni mają fajne sposoby aby pozbywać się złości i żeby się tym nie przejmował. Kuba z radością wdał się w dyskusję o wysyłaniu złości w kosmos i do czarnej dziury. Teraz bez przerwy dopytuje kiedy zacznie chodzić do tej szkoły. A matka ma problem, bo dowiedziała się niedawno od p.Radka że ta szkoła to nie jest dobry wybór ze względu na nauczycieli.. Ot życie, jak się matce zacznie wydawać choć przez chwilę, że jeden problem z głowy to paskudny los podkłada nogę i znowu trzeba zacząć od nowa..
Na zakończenie zdjęcie ze szkoły, w której byliśmy i Kuba rysujący autko na interaktywnej tablicy :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz