środa, 29 maja 2013

Klient nasz Pan..

Wczoraj mieliśmy diagnozę kliniczną Kuby. To nie była taka pełna i standardowa diagnoza - ale też za połowę standardowej ceny. Chodziło jedynie o to że musimy mieć papier podpisany przez lekarza psychiatrę aby móc starać się o orzeczenie. Spotkanie wypadło raczej średnio ale wszystko mi jedno, ważne że temat w końcu się ruszył. Teraz czekam na dokument a później biegiem do poradni aby złożyć wniosek. I znowu czekanie na komisję i wydanie orzeczenia - z tego co mi powiedziano: 3 miesiące.
Przy okazji rozmowy z lekarzem dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze nie musimy robić żadnych badań neurologicznych ani genetycznych, bo jeśli do tej pory Kuba na nic nie chorował np. padaczkę to raczej mu to nie grozi. Dowiedziałam się również, dlaczego moje tłumaczenie żeby nie bił bo to boli nie przynoszą efektu. To tak jakby ktoś opowiadał mnie o czymś zupełnie abstrakcyjnym czego do tej pory nie doświadczyłam. Nawet jeśli Kuba doświadczył bicia - bo koledzy w przedszkolu mu oddają - to nie umie tego powiązać z biciem kogoś przez niego. Dlatego zamiast skupiać się na ciągłym upominaniu żeby nie bił trzeba się skupić na tym aby pokazać mu inne rozwiązania. 

Dostaliśmy także dwie wolontariuszki do przedszkola. Problem jedynie jest taki, że do tej pory nie udało mi się dowiedzieć kiedy w końcu się zjawią i dlaczego tylko dwa razy w tygodniu.. No cóż ale ważne że w ogóle. Może uda się później coś jeszcze załatwić. Odkąd nie ma ukochanej p. Asi w przedszkolu Kuba znowu nie chce chodzić i sprawia większe problemy.

Poza tym mój syn udowodnił mi wczoraj że doskonale wie czego chce w życiu. Okoliczności były może banalne ale od czegoś trzeba zacząć. Najpierw byliśmy w cukierni zamówić tort na urodziny. Pani zapytała czy ma być z bitą śmietaną i owocami,, ja odparłam że tak, a Kuba NIE!.On nie chce z owocami. Już spodziewałam się awantury i płaczu, ale Pani zapytała czy może być z kawałkami czekolady, co mojego syna wyraźnie usatysfakcjonowało. Dogadał z Panią szczegóły - tort ma być "angielski" ze świnią królem z Angry Birds.
Później poszliśmy do kawiarni bo matkę dopadł głód kofeinowy. Kuba zamówił sobie rurkę z bitą śmietaną i shake waniliowy. Nie spodobała mu się jednak słomka więc ładnie poprosił kelnera o niebieską zakręconą słomkę do shake'a. Pan stanął na wysokości zadanie i znalazł idealną. Nawet kiedy stolik już został posprzątany a słomka zabrana ( ku wielkiej rozpaczy dziecka) potrafił podejść do Pana i poprosić o zwrot używanej słomki. Byłam z niego bardzo dumna, ponieważ do tej pory takie sytuacje kończyły się histerią i płaczem, z którego nie można było się dowiedzieć o co chodzi. Wyjście na kawę z moim kochanym pięciolatkiem jest prawdziwą przyjemnością. Co prawda nie można przy tym poplotkować jak z przyjaciółką ale zawsze to miłe spędzenie czasu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz