Kuba testuje, oj testuje cierpliwość Matki na wszystkich poziomach.. Po tygodniowej nieobecności w domu sprawdza wszystkie granice i zasady - czy aby na pewno są, czy może coś się zmieniło lub coś można więcej wycisnąć dla swoich korzyści.
Zaczęło się w niedzielę wieczorem od sprzątania zabawek. Kuba chciał sprawdzić czy nadal musi przed spaniem posprzątać zabawki czy może będzie mógł bawić się dalej. Nie udało się, zabawki trzeba sprzątać a konsekwencją nadal jest areszt autek - tym razem były 3 szt.
W poniedziałek Kuba postanowił sprawdzić czy może uda się wymusić na Matce kupienie czegoś w sklepie oraz pójście tam gdzie on chce za pomocą szarpania i wrzasków. Znowu się nie udało - Matka się zdenerwowała, konsekwencje za bicie, wrzaski i szarpanie na ulicy były - tym razem zakaz grania na telefonie tego dnia. Ze sprzątaniem zabawek już problemu nie było..
We wtorek Kuba testował Panie w przedszkolu, w domu już był grzeczny. Gdyby nie braki w teorii umysłu pomyślałabym, że planuje kolejne testy na następny dzień..
W środę Kuba został w domu. Od rana zaczął testowanie. Najpierw postanowił wyprowadzić Matkę z równowagi domagając się potwierdzenia którym z ciasteczek ( z gry "Ciasteczkowy potwór") Kuba bawił się ostatnio ( czyli jakieś pare miesięcy temu..). Dodam że wskazane ciasteczka były identyczne. Jeśli ktoś miałby problem ze zrozumieniem, mogłabym podać podobny przykład : której łyżeczki deserowej ( a mam ich 5 takich samych) używałam 3 tygodnie temu do słodzenia herbaty? Nie można powiedzieć że "tego ciasteczka" bo będzie dyskusja, że nieprawda, itd. Tak więc lepiej w dyskusję się nie wciągać.. Matka się nie wciągnęła, kazała Potwora schować i zakończyć temat. Wtedy Kuba wymyślił nowy test. Stwierdził, że jego imię mu się nie podoba i chce mieć na imię Maciek. Tu się Matka dała podejść i zaczęła dziecku tłumaczyć, że to rodzice wybierają imiona swoim dzieciom i że on też kiedyś będzie wybierał dla swoich, itd. Błąd!! Krzyki, tupanie nóźką i ogromne pretensje że musi mieć na imię Kuba już do końca życia. To się Matce ciśnienie podniosło i stwierdziła, że od tej chwili będzie się do syna zwracać "chłopczyku".Dziecko się poddało po kilku minutach awantury i udawanego płaczu - to już lepiej Kuba niż "chłopczyk"..
Przed wyjściem na spacer i zakupy Kuba znowu wymyślił test na cierpliwość. Znowu Matka się dała wciągnać w dyskusję, tym razem na temat banków i kredytów hipotecznych. Nie chcąc się zagłebiać napiszę tylko, że dyskusja szybko się skończyła bo cierpliwość Matki była już na wyczerpaniu. Na spacerze i zakupach było już spokojnie. W domu Kuba kontynuował testowanie - tym razem już na Tacie, który wrócił wcześniej z pracy. Konsekwencją histerii przy obiedzie i kilku innych, których już nawet nie chce mi się opisywać, znowu był zakaz grania na telefonie w tym dniu.
Dziś Kuba znowu jest w domu. Próbował już przetestować Matki cierpliwość twierdząc, że bułeczka (którą je codziennie na śniadanie) jest kwaśna i niedobra.. No cóż, nie zjesz bułeczki, nie będzie pączka na drugie śniadanie
( a dziś TŁUSTY CZWARTEK :) )
Takie testowanie może wydawać się niegroźne i banalne. Mógłby tak powiedzieć ktoś, kto nie zna Kuby. To jest mistrz w dyskutowaniu na każdy temat - nawet na taki o którym nie ma zielonego pojęcia. Jest też mistrzem w bardzo szybkim nakręcaniu się i to w dodatku bez hamulców - tak więc często niekontrolowana dyskusja kończy się histerią z biciem i wrzaskami z zupełnie banalnego i niezrozumiałego powodu..
**************************
Zapomniałam napisać dlaczego Kuba od środy jest w domu. Otóż we wtorek w przedszkolu zderzył się głową z koleżnką z grupy. Nie było w tym niczyjej winy jedynie nieuwaga obu dzieci. Skończyło się na ogromnym siniaku na środku czoła. Po powrocie do domu zrobiliśmy okład z lodu i posmarowaliśmy Altacetem. Niestety siniak jest widoczny a Kuba ma problem z jakimikolwiek zmianami w swoim wizerunku. Na wtorkowe zajęcia WWR poszedł w czapce na głowie i odmówił zdjęcia, żeby nikt przypadkiem nie widział guza. W domu szerokim łukiem omija wszelkie lustra, telewizor trzeba było zakryć bo w nim też odbicie twarzy jest widoczne. Na dwór wychodzi bo i tak ma czapke na głowie, ale jak w przedszkolu cały dzień bawić się w czapce? Tak więc Kuba resztę ferii spędzi w domu lecząc guza na czole..
czwartek, 27 lutego 2014
poniedziałek, 24 lutego 2014
Ferie..
Piękną mamy wiosnę tej zimy, nawet ferie upływają w wiosennym klimacie. Sanki u nas na balkonie nadal stoją nieodpakowane, za parę dni wrócą do piwnicy. Za to gołębie mają się tak dobrze, że postanowiły już w lutym zbudować gniazdo i złożyć jajka. Dziwna pogoda..
W naszym województwie od tygodnia są ferie. Poprzedni tydzień Kuba spędził u dziadków - sam, bez mamy i taty. Było dobrze, Babcia pochwaliła że ładnie jadł, był grzeczny. Miał jeden dzień "spadkowy" i postanowił Babcię zbić z powodu braku ulubionego serka w lodówce. Poza tym incydentem było ok. Cieszę się, bo to oznacza że może będzie można Kubę odesłać od czasu do czasu do dziadków i troszkę od niego odpocząć. Dwa lata temu, kiedy Kuba ostatni raz był u dziadków sam, skończyło się na przyspieszonym powrocie do domu po telefonie od Babci nakazującym zabrać delikwenta. Od tamtej pory Kuba wszędzie jeździł pod nadzorem mamy i taty.
Dla matki ten tydzień oznaczał więc urlop - nie tylko od wychowywania ale też od ćwiczeń, terapii i autyzmu. Matka udała się więc w rodzinne strony aby troche naładować baterie. Po powrocie różnica między Kubą a dziećmi kuzynek aż biła po oczach. Jeśli do tej pory nie "zauważałam" sposobu mówienia w stylu profesorskim to teraz nie mam już wątpliwości. Kuba mówi zdecydowanie inaczej niż dzieci w jego wieku. Jest też dużo bardziej skaczący, biegający, rzucający się itd. Tydzień "przerwy" pozwolił mi spojrzeć na Kubę jakby od nowa.. Szybko też dziecko przypomniało rodzicom, że asperger wrócił do domu. Próba przytrzymania wrzeszczącego i bijącego Kuby skończyła się jego krzykami: "zostaw mnie, udusisz mnie, zaraz umrę".. Tu mnie kolega zagiął. Co prawda już jakiś czas temu przestałam się przejmować wrzaskami bo sąsiedzi nas znają, ale na takie "teksty" nie byłam przygotowana. Jeśli każda próba opanowania histerii będzie się kończyła jego krzykiem, że mama go dusi to bardzo szybko zapuka do naszych drzwi policja..
Na zakończenie obrazek, który Kuba namalował u dziadków :)
A w następnym poście opiszę kolejne warsztaty, które mieliśmy tydzień temu - bardzo pouczające..
W naszym województwie od tygodnia są ferie. Poprzedni tydzień Kuba spędził u dziadków - sam, bez mamy i taty. Było dobrze, Babcia pochwaliła że ładnie jadł, był grzeczny. Miał jeden dzień "spadkowy" i postanowił Babcię zbić z powodu braku ulubionego serka w lodówce. Poza tym incydentem było ok. Cieszę się, bo to oznacza że może będzie można Kubę odesłać od czasu do czasu do dziadków i troszkę od niego odpocząć. Dwa lata temu, kiedy Kuba ostatni raz był u dziadków sam, skończyło się na przyspieszonym powrocie do domu po telefonie od Babci nakazującym zabrać delikwenta. Od tamtej pory Kuba wszędzie jeździł pod nadzorem mamy i taty.
Dla matki ten tydzień oznaczał więc urlop - nie tylko od wychowywania ale też od ćwiczeń, terapii i autyzmu. Matka udała się więc w rodzinne strony aby troche naładować baterie. Po powrocie różnica między Kubą a dziećmi kuzynek aż biła po oczach. Jeśli do tej pory nie "zauważałam" sposobu mówienia w stylu profesorskim to teraz nie mam już wątpliwości. Kuba mówi zdecydowanie inaczej niż dzieci w jego wieku. Jest też dużo bardziej skaczący, biegający, rzucający się itd. Tydzień "przerwy" pozwolił mi spojrzeć na Kubę jakby od nowa.. Szybko też dziecko przypomniało rodzicom, że asperger wrócił do domu. Próba przytrzymania wrzeszczącego i bijącego Kuby skończyła się jego krzykami: "zostaw mnie, udusisz mnie, zaraz umrę".. Tu mnie kolega zagiął. Co prawda już jakiś czas temu przestałam się przejmować wrzaskami bo sąsiedzi nas znają, ale na takie "teksty" nie byłam przygotowana. Jeśli każda próba opanowania histerii będzie się kończyła jego krzykiem, że mama go dusi to bardzo szybko zapuka do naszych drzwi policja..
Na zakończenie obrazek, który Kuba namalował u dziadków :)
A w następnym poście opiszę kolejne warsztaty, które mieliśmy tydzień temu - bardzo pouczające..
piątek, 7 lutego 2014
Warsztaty z zabawy..
Z powodu choroby, która dopadła nas zaraz po warsztatach nie miałam okazji opisać co na nich było. Tematem była zabawa. Niby proste - każde dziecko potrafi się bawić, w zasadzie małe dzieci głównie się bawią. Okazuje się, że dzieci z autyzmem nie potrafią. Rodzice, którzy byli na warszatach opisywali różne problemy - jedne dzieci nie chcą się bawić, bo po co? Nie będą się bawić w doktora bo nie są chorzy. Nie będą bawić się autkami bo jaki to ma cel?(teoria umysłu się kłania..) Inne dzieci z zabaw tolerują tylko rysowanie i wycinanie. Jeszcze inne ( tak jak Kuba) potrafią się bawić ale mają problem z wymyśleniem w co? U nas wygląda to tak, że Kuba pół dnia traci na plątaniu się po mieszkaniu bez celu ( czasem szuka zaczepki i kończy się aferą..). Jeśli mu się powie : Kuba idź się pobawić, to idzie do pokoju i za 5 sekund wraca. Ma dużo zabawek, każde inne dziecko byłoby szczęśliwe. Do tej pory myślałam, że wynika to z tego że wszystkie zabawki mu się już znudziły albo że nie lubi bawić się sam. Okazało się to z braku wyobraźni w co się bawić. Takiego pierwszego kroku. Zaproponowano nam zrobienie albumu z zabawami. Mają tam być opisane zabawy w które Kuba się bawi. Szczegółowość zależy od tego jak dziecko sobie z tym poradzi.
U nas sprawdza się sama lista zabaw - kiedy Kuba już coś z listy wybierze i zacznie się bawić, reszta sama się układa. Najważniejsze jest to, że wie w co się ma bawić. W przyszłości chcę tą listę dopracować, tak aby dało sie dopisywać nowe zabawy i ewentualnie jakieś wersje danej zabawy. Będzie to trudne bo wg mnie zabaw jest nieskończona ilość ale spróbujemy wpisać chociaż 30-40.
Problem z zabawą wynika z zaburzeń teorii umysłu - głównie. Aby dobrze bawić się z kimś, ważne jest też budowanie relacji. Generalnie rozwój zabawy u dziecka odbywa się pewnymi etapami. I tak jak we wszystkim, nie można przejść do następnego etapu jeśli nie rozwinie się poprzedni.Najpierw jest manipulacja zabawką ( oglądanie, obracanie, dotykanie), później próba budowania, układania np.wieży z klocków. Kolejnym etapem jest wprowadzanie innych elementów np.budowanie zamku dla księżniczki ( są klocki i jest księżniczka). Dopiero później pojawia się zabawa z drugą osobą - budowanie relacji. Na końcu tego łańcucha jest zabawa społeczna. Jesli coś się "posypie" na etapie budowania relacji - nie będzie zabawy społecznej. Większość etapów zabawy rozwija się u dziecka do 2 roku życia. Sama zabawa społeczna pojawia się dopiero w wieku 4-5 lat.
U Kuby te etapy były opóźnione. Nie miał też zbyt dużo możliwości aby ćwiczyć relacje z innymi dziećmi, zanim poszedł do przedszkola. Wcześniej nie miałam pojęcia, że zabawa u dziecka może być takim ważnym elementem rozwoju. Teraz wiem na co zwracać uwagę..
U nas sprawdza się sama lista zabaw - kiedy Kuba już coś z listy wybierze i zacznie się bawić, reszta sama się układa. Najważniejsze jest to, że wie w co się ma bawić. W przyszłości chcę tą listę dopracować, tak aby dało sie dopisywać nowe zabawy i ewentualnie jakieś wersje danej zabawy. Będzie to trudne bo wg mnie zabaw jest nieskończona ilość ale spróbujemy wpisać chociaż 30-40.
Problem z zabawą wynika z zaburzeń teorii umysłu - głównie. Aby dobrze bawić się z kimś, ważne jest też budowanie relacji. Generalnie rozwój zabawy u dziecka odbywa się pewnymi etapami. I tak jak we wszystkim, nie można przejść do następnego etapu jeśli nie rozwinie się poprzedni.Najpierw jest manipulacja zabawką ( oglądanie, obracanie, dotykanie), później próba budowania, układania np.wieży z klocków. Kolejnym etapem jest wprowadzanie innych elementów np.budowanie zamku dla księżniczki ( są klocki i jest księżniczka). Dopiero później pojawia się zabawa z drugą osobą - budowanie relacji. Na końcu tego łańcucha jest zabawa społeczna. Jesli coś się "posypie" na etapie budowania relacji - nie będzie zabawy społecznej. Większość etapów zabawy rozwija się u dziecka do 2 roku życia. Sama zabawa społeczna pojawia się dopiero w wieku 4-5 lat.
U Kuby te etapy były opóźnione. Nie miał też zbyt dużo możliwości aby ćwiczyć relacje z innymi dziećmi, zanim poszedł do przedszkola. Wcześniej nie miałam pojęcia, że zabawa u dziecka może być takim ważnym elementem rozwoju. Teraz wiem na co zwracać uwagę..
Kuba polubił rysowanie :)
Kuba wrócił do przedszkola. Pierwszy dzień był średni ale udało mu się zdobyć 6 punktów czyli była nagroda.Drugi dzień trochę gorszy jeśli chodzi o punkty, chociaż kiedy go odbierałam pięknie bawił się z 3 chłopcami na dywanie. Po przyjściu do domu od razu poprosił o kartkę i powiedział, że chce mi coś narysować. Szok!! - Kuba sam chce coś rysować. Usiadł przy stole i narysował "obrazek" z gry Angry Birds Go ( jego nowa ulubiona) - trzy autka z ptaszkami i świnką, do tego proce która te autka wystrzela na tor.Póżniej narysował jeszcze drugi obrazek z budowlą świnek ( też Angry Birds) oraz ptakiem który ma ją zburzyć. Zupełnie sam - jeszcze zapowiadał żebym nie wchodziła do pokoju - bez marudzenia "nie umiem, jestem zmęczony" itd. Dodatkowo obrazki podpisał - jeden dla Cioci drugi dla Mamy. Ten mój wisi oczywiście nad biurkiem w naszej "galerii". Ostatnio często staram się ćwiczyć z nim rysowanie ale przeważnie trwa to zaledwie kilka minut i już się Kubusiowi nudzi. Dlatego rysujemy proste i często jednoelementowe rzeczy. Jeśli chodzi o poziom rysowania to jest słaby, powiedziałabym że na poziomie 3-4 latka. Ale cieszę się, że Kuba coraz częściej chce rysować i sprawia mu to frajdę. Poniżej jeden z ostatnich rysunków Kubusia :)
Poprawia się także teoria umysłu u Kuby. Zaczyna mieć świadomość "myślenia" i tego że inni też coś "myślą". Społeczne zachowania też są coraz lepsze. Kuba chętnie bawi się z innymi dziećmi, myśli o tym że chce się z kimś bawić. Ostatnio zaskoczył mnie. Kupiliśmy serek z naklejkami. Okazało się, że takie same naklejki już ma z poprzedniego serka. Była złość i tupanie nóźką. Powiedziałam do niego : pomyśl co możesz zrobić z tą naklejką skoro jej nie chcesz? Pomyślał i stwierdził, że da ją koledze z przedszkola - Maćkowi ( ostatnio ulubiony kolega). Dlaczego? Bo go lubi. Dzisiaj powiedział, że w przedszkolu narysował dla Maćka rysunek - autko - i mu dał. I Maciek się ucieszył. Jeszcze pare miesięcy temu to było niemożliwe. Dzieci dawały Kubie rysunki aby okazać mu sympatię ale on nigdy - nawet za namową - nie czuł potrzeby narysowania czegoś dla kogoś. Oby tak dalej :)
Problemem jest ostatnio bardzo słaba koncentracja. W zasadzie brak koncentracji. Bardzo utrudnia nam to życie bo Kuba nie "słyszy" co się do niego mówi, zapomina co miał zrobić i ciągle są z tego powodu konflikty. Zastanawiam się z czego to wynika.Przez cały poprzedni tydzień był w domu chory. Nie miał terapii i ćwiczyliśmy też mniej ( bo jak tu ćwiczyć jak głowa pęka od kataru, boli gardło i człowiek nie ma na nic siły ani ochoty). Sensorycznie widać spadek - Kuba jest w ciągłym ruchu. Skacze, rzuca się po podłodze, nie potrafi iść tylko podskakuje, itd. Możliwe że z tego powodu jest mniej skoncentrowany - jego mózg skupia się na dostarczaniu bodźców a nie na zadaniach. Muszę to skonsultować..
Poprawia się także teoria umysłu u Kuby. Zaczyna mieć świadomość "myślenia" i tego że inni też coś "myślą". Społeczne zachowania też są coraz lepsze. Kuba chętnie bawi się z innymi dziećmi, myśli o tym że chce się z kimś bawić. Ostatnio zaskoczył mnie. Kupiliśmy serek z naklejkami. Okazało się, że takie same naklejki już ma z poprzedniego serka. Była złość i tupanie nóźką. Powiedziałam do niego : pomyśl co możesz zrobić z tą naklejką skoro jej nie chcesz? Pomyślał i stwierdził, że da ją koledze z przedszkola - Maćkowi ( ostatnio ulubiony kolega). Dlaczego? Bo go lubi. Dzisiaj powiedział, że w przedszkolu narysował dla Maćka rysunek - autko - i mu dał. I Maciek się ucieszył. Jeszcze pare miesięcy temu to było niemożliwe. Dzieci dawały Kubie rysunki aby okazać mu sympatię ale on nigdy - nawet za namową - nie czuł potrzeby narysowania czegoś dla kogoś. Oby tak dalej :)
Problemem jest ostatnio bardzo słaba koncentracja. W zasadzie brak koncentracji. Bardzo utrudnia nam to życie bo Kuba nie "słyszy" co się do niego mówi, zapomina co miał zrobić i ciągle są z tego powodu konflikty. Zastanawiam się z czego to wynika.Przez cały poprzedni tydzień był w domu chory. Nie miał terapii i ćwiczyliśmy też mniej ( bo jak tu ćwiczyć jak głowa pęka od kataru, boli gardło i człowiek nie ma na nic siły ani ochoty). Sensorycznie widać spadek - Kuba jest w ciągłym ruchu. Skacze, rzuca się po podłodze, nie potrafi iść tylko podskakuje, itd. Możliwe że z tego powodu jest mniej skoncentrowany - jego mózg skupia się na dostarczaniu bodźców a nie na zadaniach. Muszę to skonsultować..
poniedziałek, 3 lutego 2014
Powolny powrót do zdrowia..
Znowu tydzień minął. Tym razem jednak strasznie wolno. To dlatego że cały tydzień wszyscy siedzieliśmy w domu z powodu przeziębienia. Kuba jeszcze dzisiaj zostaje w domu ale myślę, że w środę pójdzie już do przedszkola.
Siedzenie tyle dni w domu sprawiło, że zmierzłość Kuby wzrosła o jakieś 70%. Od kilku dni słychać krzyki, złość a nawet jednego dnia była próba bicia. Powody są jak zawsze żadne - jakiś klocek nie pasuje, krzywo narysowała się kreska na rysunku, matka kupiła inną wodę do picia niż Pan Kuba sobie zażyczył, itd.. Jedyną pozytywną zmianą jest to że praktycznie nie ma bicia. Jest złość, krzyki a nawet wrzaski ( które Kuba nazywa "dużym smutkiem"), głośne tupanie (sąsiedzi chyba też mają już dość chorego Kuby), rzucanie przedmiotami i (nowość) brzydkie mówienie. Póki co nie ma słów na "k" i tym podobnych ale była już "głupia mama", "śmierdziel", "dupa", itd. Ja nie stosuje zasady ignorowania takich słów aby zapomniał, tylko stanowczo zwracam uwagę że nie wolno tak mówić. P.Asia uważa że lepiej aby Kuba rozładował swoje emocje słowami niż biciem ale troche mnie przeraża wizja przekleństw z ust dziecka ( a takich słów prędziej czy później się nauczy np. w szkole). Wolę zdusić takie przyzwyczajenie w zarodku.
Podoba mi się, że Kuba coraz częściej mówi jak się czuje, umie określić co go zdenerwowało i dlaczego. Potrafi też zatrzymać się i zastanowić nad swoim zachowaniem. Wczoraj mieliśmy taką sytuację, kiedy Tata częstował się czekoladką a Kuba niespodziewanie wręcz rzucił się na opakowanie i chciał wyrwać. Kiedy Tata się odsunał, był wybuch złości i wrzask. Odesłaliśmy delikwenta do pokoju aby zastanowił się co zrobił źle i dlaczego nie dostał czekoladki, a następnie aby spróbował to zrobić jak należy. Uspokoił się po niecałej minucie, przeprosił, powiedział co było "złe" po czym ładnie poprosił o czekoladkę.Takich "wybuchów" na szczęście jest coraz mniej. Pare dni temu Kuba naprawdę mnie zaskoczył. Kiedy wróciłam z piekarni bez rogalika z czekoladą ( bo już się skończyły) byłam przygotowana na kilkuminutowy wrzask i histerie ( najczęściej jest to "zabijanie" pana piekarza, który nie upiekł wystarczającej ilości rogalików aby wystarczyło dla Kubusia). Tym razem jednak po chwili zastanowienia ( w ciszy!!) Kuba stwierdził, że nic nie szkodzi, może być bułeczka słodka którą kupiłam. Zapewne moja mina była bezcenna :) Może to się wydawać śmieszne ale z Kubą taka właśnie jest codzienność - nigdy nie wiadomo co spowoduje "odbezpieczenie granata"..
Siedzenie tyle dni w domu sprawiło, że zmierzłość Kuby wzrosła o jakieś 70%. Od kilku dni słychać krzyki, złość a nawet jednego dnia była próba bicia. Powody są jak zawsze żadne - jakiś klocek nie pasuje, krzywo narysowała się kreska na rysunku, matka kupiła inną wodę do picia niż Pan Kuba sobie zażyczył, itd.. Jedyną pozytywną zmianą jest to że praktycznie nie ma bicia. Jest złość, krzyki a nawet wrzaski ( które Kuba nazywa "dużym smutkiem"), głośne tupanie (sąsiedzi chyba też mają już dość chorego Kuby), rzucanie przedmiotami i (nowość) brzydkie mówienie. Póki co nie ma słów na "k" i tym podobnych ale była już "głupia mama", "śmierdziel", "dupa", itd. Ja nie stosuje zasady ignorowania takich słów aby zapomniał, tylko stanowczo zwracam uwagę że nie wolno tak mówić. P.Asia uważa że lepiej aby Kuba rozładował swoje emocje słowami niż biciem ale troche mnie przeraża wizja przekleństw z ust dziecka ( a takich słów prędziej czy później się nauczy np. w szkole). Wolę zdusić takie przyzwyczajenie w zarodku.
Podoba mi się, że Kuba coraz częściej mówi jak się czuje, umie określić co go zdenerwowało i dlaczego. Potrafi też zatrzymać się i zastanowić nad swoim zachowaniem. Wczoraj mieliśmy taką sytuację, kiedy Tata częstował się czekoladką a Kuba niespodziewanie wręcz rzucił się na opakowanie i chciał wyrwać. Kiedy Tata się odsunał, był wybuch złości i wrzask. Odesłaliśmy delikwenta do pokoju aby zastanowił się co zrobił źle i dlaczego nie dostał czekoladki, a następnie aby spróbował to zrobić jak należy. Uspokoił się po niecałej minucie, przeprosił, powiedział co było "złe" po czym ładnie poprosił o czekoladkę.Takich "wybuchów" na szczęście jest coraz mniej. Pare dni temu Kuba naprawdę mnie zaskoczył. Kiedy wróciłam z piekarni bez rogalika z czekoladą ( bo już się skończyły) byłam przygotowana na kilkuminutowy wrzask i histerie ( najczęściej jest to "zabijanie" pana piekarza, który nie upiekł wystarczającej ilości rogalików aby wystarczyło dla Kubusia). Tym razem jednak po chwili zastanowienia ( w ciszy!!) Kuba stwierdził, że nic nie szkodzi, może być bułeczka słodka którą kupiłam. Zapewne moja mina była bezcenna :) Może to się wydawać śmieszne ale z Kubą taka właśnie jest codzienność - nigdy nie wiadomo co spowoduje "odbezpieczenie granata"..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

