W październiku postanowiłam wybrać się na warsztaty prowadzone przez Prodeste. Chciałam przypomnieć sobie filozofię terapeutów, których cenię najbardziej. Warsztaty dotyczyły tematu "trudnych zachowań" u dzieci ze spektrum autyzmu. 8 godzin -tylko tyle albo aż tyle. Piszę o tym dopiero teraz ponieważ potrzebowałam czasu aby to sobie wszystko poukładać w głowie ( i znaleźć czas by to opisać).
Pierwsza część warsztatów dotyczyła głównie tego, czy dziecko ze spektrum autyzmu umie rozpoznać swoje emocje, czy w ogóle wie co się z nim w danym momencie dzieje. Okazuje się, że nawet spora część dorosłych z ASD nie wie jakie przeżywa emocje ( chyba nie tylko z ASD). Kolejnym etapem jest to, co z tymi emocjami zrobić. Pani Asia jak zwykle nie zawiodła i przedstawiła temat w taki sposób, że żadne tłumaczenia nie były potrzebne. Poprosiła nas ( osoby uczestniczące w warsztatach) o wypisanie SWOICH trudnych zachowań. Oczywiście każdy z nas ma takie - nawet myślenie o sobie w zły sposób jest trudnym i destrukcyjnym zachowaniem. Obgryzanie paznokci, picie alkoholu, przeklinanie itd. Kiedy już każdy uświadomił sobie, jak trudnym człowiekiem potrafi być dla otoczenia, należało napisać, jakie towarzyszą nam wtedy emocje i co nam pomaga aby te emocje poprawić ( bo przeważnie są to złe emocje). Okazało się, że jeśli ktoś pije bo akurat ma wielkiego "doła" to gadka umoralniająca na temat złego wpływu alkoholu NIE pomaga. Wszelkie zakazy i nakazy w tym momencie nie poprawiają naszego nastroju i czasem wręcz "podkręcają" nasze zachowanie.
A jak się to ma do naszych dzieci i ich trudnych zachowań? Właśnie większość z nas, kiedy dziecko zaczyna wrzeszczeć, przeklinać czy robić coś "złego" straszy zakazami, konsekwencjami, grozi itd. Ja sama tak robię i dlatego moment kiedy sobie to uświadomiłam był dla mnie bardzo bolesny.
Na początku naszej drogi próbowałam metod z Prodeste, czyli w momencie kiedy Kuba był wściekły i właśnie "roznosił" wszystko co było w zasięgu jego rąk, mówiłam do niego : " rozumiem, że jesteś zdenerwowany, widzę to". Ale nie przynosiło to żadnych efektów więc się zniechęciłam. Poza tym potrzebny był "szybki" efekt, natychmiastowy hamulec. Dlatego tak często pojawiały się groźby konsekwencjami, straszenie karą. Oczywiście konsekwencje są jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza "naturalne" konsekwencje (np.zbyt długo odrabiałeś lekcje, bo Ci się nie chciało więc nie obejrzałeś bajki bo nie zdążyłeś). Zabrakło jednak większej "pracy" na emocjach, nazywaniu ich i akceptowaniu. Teraz to wiem. Myślałam, że Kuba funkcjonuje na tyle dobrze, że doskonale wie jakie emocje przeżywa. W końcu kiedy się wściekał to mówił: jestem wściekły, zaraz Cię walnę. Nawet późniejsze rozmowy skupiały się na tym, że nie wolno bić i jakie grożą za to konsekwencje. W efekcie cały czas mamy powracające bicie bo Kuba nie umie inaczej rozładować zbyt dużych emocji ( przynajmniej tak mi się wydaje, tak to na tą chwilę rozumiem).
Emocje to trudny temat dla mnie. Zagłębiając się w to doszłam do wniosku, że sama mam problem z przeżywaniem i nazywaniem swoich emocji (wynika to z trudnych doświadczeń z dzieciństwa). Przez to jestem osobą raczej zamkniętą w sobie, nie lubię pokazywać swoich emocji, wolę być "sztywna" i w ten sposób lepiej kontrolować sytuację. Boję się niektórych emocji co utrudnia mi czasem kontakty z ludźmi ale nie potrafię tego zmienić. W związku z tym, jak mogę nauczyć mojego syna właściwego przeżywania emocji i panowania nad nimi, skoro sama tego nie potrafię?
Druga część warsztatu dotyczyła relacji i tego jak ważna jest nasza relacja z dzieckiem aby poprawić jego funkcjonowanie. Po raz kolejny powrócił temat punktów za dobre zachowanie, motywacji itd. Ale ile można stosować systemy motywacyjne? Ważniejsze jest zbudowanie głębokiej relacji z dzieckiem, opartej na zrozumieniu jego potrzeb, emocji, zapewnieniu bezpieczeństwa a wtedy "trudne zachowania" nie będą problemem.
Z tym tematem miałam trochę więcej wątpliwości. Wydawało mi się, że moja relacja z Kubą jest bardzo głęboka a mimo wszystko, to ja obrywam zawsze najwięcej. Więc nie mogłam zrozumieć o co chodzi? Nie wiem, może jednak nie zapewniam mu takiego poczucia bezpieczeństwa jak mi się wydaje, może nie zaspokajam w pełni jego potrzeb i nie rozumiem emocji( to akurat fakt). Nad tym muszę jeszcze pomyśleć ponieważ chyba nie do końca wszystko zrozumiałam..
Jak zwykle Prodeste stawia mnie do "pionu" i wywraca myślenie do góry nogami - pozytywnie oczywiście..
..Świat do góry nogami czyli aspikowy Kuba..
poniedziałek, 9 stycznia 2017
środa, 12 października 2016
Rozmowy z Kubą..
Wczoraj Matka postanowiła porozmawiać z Kubą odnośnie tego, że nic nie robi na lekcjach ( tzn. nie przepisuje lekcji do zeszytu, nie robi zadań w ćwiczeniach). Pięć czy sześć godzin spędzonych w szkole i cała praca przyniesiona do domu, aby kolejne kilka godzin spędzić nad książkami.
Tak więc Matka przez pół godziny się gimnastykowała aby wytłumaczyć synowi, jak ważne jest aby pisał w szkole by później w domu miał czas aby się pobawić i odpocząć. Pół godziny wymyślania przykładów śmiesznych i poważnych, tłumaczenia i wyjaśniania. Na koniec Matka pyta Kubę:
- Czy choć troszkę "ruszyło" Cię to co powiedziałam czy masz to gdzieś? ( Kuba przez połowę rozmowy wpatrzony był gdzieś w drzewa za oknem)
- Noooooooo, troszkę mnie ruszyło a troszkę mam gdzieś.
Ręce Matce opadły ale jest wdzięczna za szczerość dziecka..
Tak więc Matka przez pół godziny się gimnastykowała aby wytłumaczyć synowi, jak ważne jest aby pisał w szkole by później w domu miał czas aby się pobawić i odpocząć. Pół godziny wymyślania przykładów śmiesznych i poważnych, tłumaczenia i wyjaśniania. Na koniec Matka pyta Kubę:
- Czy choć troszkę "ruszyło" Cię to co powiedziałam czy masz to gdzieś? ( Kuba przez połowę rozmowy wpatrzony był gdzieś w drzewa za oknem)
- Noooooooo, troszkę mnie ruszyło a troszkę mam gdzieś.
Ręce Matce opadły ale jest wdzięczna za szczerość dziecka..
środa, 5 października 2016
Powrót..
Długo nas nie było, zaniedbałam bardzo bloga.. To nie tak, że nie było o czym pisać.. Chyba wręcz przeciwnie, za dużo się działo.. Drugi semestr drugiej klasy u Kubusia był dramatyczny.. Sama końcówka roku była już drastyczna.. W czerwcu postanowiłam, że Kuba będzie chodził do szkoły tylko do czwartku abyśmy (wszyscy) mogli dłużej odpocząć w weekend.. I czekałam na wakacje.. Chyba nikt tak jak jak nie mógł się doczekać przerwy.. Nie wiem co spowodowało takie zachowanie u Kuby ale ewidentnie "przelało" mu się życie szkolne.. Zero pisania na lekcji, zero aktywności na lekcji oprócz bicia, wrzasków, biegania po klasie. I codziennie wieczorem płacz, bo nie chce iść do szkoły.. I rano bunt z tego samego powodu.. Koszmar..
Wakacje.. Pierwsze dwa tygodnie to było odreagowywanie, wyrzucanie z siebie emocji, oczyszczanie.. Ale później - zupełnie inne dziecko. Uspokoił się, wyciszył, w końcu się uśmiechał.. Byliśmy sami prawie cały dzień, żadnych dzieci, żadnych znajomych, nikogo.. Bo Kuba musiał zapomnieć to, co powtarzał przez ostatnie kilka miesięcy - że nienawidzi dzieci..
Później były półkolonie dla dzieci niepełnosprawnych organizowane przez MDK. Znowu dzieci, różne.. Wytrzymał jeden dzień.. Uderzył chłopczyka, który, jak twierdzi, zabierał mu autko. Opiekunowie ( podobno wyszkoleni do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, więc z ZA też) nie poradzili sobie.. Kiedy odbierałam Kubę, jego płacz słyszałam pół kilometra wcześniej.. Wszyscy się na niego skarżyli.. Na drugi dzień postanowiliśmy z Kubą, że zostanie w domu..
Reszta wakacji była bardzo udana.. Owszem zdarzały się akcje, ale były krótkie i jednorazowe.. Tym razem nie cieszyłam się, że w końcu Kuba wróci do szkoły i będę mogła parę godzin odpocząć.. Tym razem panicznie bałam się powrotu do szkoły..
Minął miesiąc w szkole.. Póki co nie jest najgorzej.. Do tej pory zdarzyły się dwie akcje z biciem.. Problemem jest to, że Kuba nic nie robi na lekcjach.. Nie pisze, targa sprawdziany.. Ma ogromne problemy z matematyką - dziecko, które w przedszkolu bez problemu liczyło do 100 teraz nie umie dodawać w zakresie 10.. Odrabianie lekcji w domu - czyli przepisywanie tego, co powinien zrobić w szkole - zajmuje czasem 3-4 godziny.. W tej chwili testujemy drugi już system motywacyjny ale póki co słabo to wygląda.. Nie wiem co dalej będzie, nie wiem co mam zrobić aby to zmienić..
Aby nie było całkiem "dołująco", Kuba robi też postępy.. W marcu zapisałam go na indywidualne zajęcia na basenie - terapia w wodzie plus nauka pływania.. Radzi sobie rewelacyjnie.. W tej chwili nurkuje bez zatykania nosa, wskakuje do basenu z brzegu, a ostatnio popłynął kawałek bez kółeczka, zupełnie sam :) :) Strasznie jestem z niego dumna.. Robiliśmy też rediagnozę SI - praktycznie we wszystkich obszarach jest gigantyczny postęp.. Nadal słabo z czuciem głębokim i układem przedsionkowym.. Będzie pracować jeszcze do wiosny na zajęciach..
Mam mocne postanowienie, że dam z siebie wszystko aby nie było powtórki z poprzedniego roku, aby Kuba tak bardzo nie cierpiał w szkole.. Mam tylko nadzieję, że starczy mi sił..
Wakacje.. Pierwsze dwa tygodnie to było odreagowywanie, wyrzucanie z siebie emocji, oczyszczanie.. Ale później - zupełnie inne dziecko. Uspokoił się, wyciszył, w końcu się uśmiechał.. Byliśmy sami prawie cały dzień, żadnych dzieci, żadnych znajomych, nikogo.. Bo Kuba musiał zapomnieć to, co powtarzał przez ostatnie kilka miesięcy - że nienawidzi dzieci..
Później były półkolonie dla dzieci niepełnosprawnych organizowane przez MDK. Znowu dzieci, różne.. Wytrzymał jeden dzień.. Uderzył chłopczyka, który, jak twierdzi, zabierał mu autko. Opiekunowie ( podobno wyszkoleni do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, więc z ZA też) nie poradzili sobie.. Kiedy odbierałam Kubę, jego płacz słyszałam pół kilometra wcześniej.. Wszyscy się na niego skarżyli.. Na drugi dzień postanowiliśmy z Kubą, że zostanie w domu..
Reszta wakacji była bardzo udana.. Owszem zdarzały się akcje, ale były krótkie i jednorazowe.. Tym razem nie cieszyłam się, że w końcu Kuba wróci do szkoły i będę mogła parę godzin odpocząć.. Tym razem panicznie bałam się powrotu do szkoły..
Minął miesiąc w szkole.. Póki co nie jest najgorzej.. Do tej pory zdarzyły się dwie akcje z biciem.. Problemem jest to, że Kuba nic nie robi na lekcjach.. Nie pisze, targa sprawdziany.. Ma ogromne problemy z matematyką - dziecko, które w przedszkolu bez problemu liczyło do 100 teraz nie umie dodawać w zakresie 10.. Odrabianie lekcji w domu - czyli przepisywanie tego, co powinien zrobić w szkole - zajmuje czasem 3-4 godziny.. W tej chwili testujemy drugi już system motywacyjny ale póki co słabo to wygląda.. Nie wiem co dalej będzie, nie wiem co mam zrobić aby to zmienić..
Aby nie było całkiem "dołująco", Kuba robi też postępy.. W marcu zapisałam go na indywidualne zajęcia na basenie - terapia w wodzie plus nauka pływania.. Radzi sobie rewelacyjnie.. W tej chwili nurkuje bez zatykania nosa, wskakuje do basenu z brzegu, a ostatnio popłynął kawałek bez kółeczka, zupełnie sam :) :) Strasznie jestem z niego dumna.. Robiliśmy też rediagnozę SI - praktycznie we wszystkich obszarach jest gigantyczny postęp.. Nadal słabo z czuciem głębokim i układem przedsionkowym.. Będzie pracować jeszcze do wiosny na zajęciach..
Mam mocne postanowienie, że dam z siebie wszystko aby nie było powtórki z poprzedniego roku, aby Kuba tak bardzo nie cierpiał w szkole.. Mam tylko nadzieję, że starczy mi sił..
czwartek, 3 grudnia 2015
Z Kubą może być wesoło..
Dzisiaj opiszę kilka ostatnich śmiesznych sytuacji, rozmów z Kubą. Oprócz mnóstwa problemów bywa też bardzo wesoło :)
Godzina 7:20, Kuba przed szkołą je śniadanie. W pewnym momencie mówi:
K: Mamo, a jak to jest, że widzimy niektóre gwiazdy mimo, że już dawno ich nie ma?
Matkę zatkało bo o tej godzinie to Matka ma włączony tryb autopilota - ubrać, nakarmić i odstawić do szkoły. Pół godziny i co najmniej jedną kawę później na pewno udało by się jakoś to wytłumaczyć..
Tym razem pora trochę późniejsza, obiad. Kuba zamyślony, w pewnym momencie mówi:
K: Mamo a wiesz, że grzbietoród amerykański to po łacinie pipa pipa?
M: hę? a co to jest? (No cóż, Matka nie wiedziała)
K: No jak to Mamo, przecież to taka wielka żaba!!
Oczywiście, później Matka nie omieszkała upewnić się w internecie czy tak jest faktycznie.
A na koniec historyjka z innej beczki. Wracamy z Kubą ze szkoły i Matka pyta:
M: Co tam dzisiaj w szkole? Było coś ciekawego?
K: Ożeniłem się.
M: (wielkie oczy) Jak to się ożeniłeś?
K: No ożeniłem się, mam żonę.
M: ( próbuje zachować powagę) A z kim się ożeniłeś i kiedy?
K: No z Natalką się ożeniłem, dzisiaj po andrzejkach (mieli na lekcji zabawy andrzejkowe)
M: Ok, no to gratulacje. A jak to wyglądało, jak się ożeniłeś?
K: No podszedłem do Natalki, przytuliłem ją i powiedziałem, że chce się z nią ożenić.
M: A ona coś powiedziała?
K: Tak, powiedziała "tak"i teraz jest moją żoną.
Po przyjściu do domu Kuba stwierdził, że chciałby się jednak ożenić z Kasią.
M: To w takim razie musisz wybrać czy chcesz się ożenić z Natalką czy Kasią?
K: Chcę mieć dwie żony i Kasię i Natalkę. Można tak?
M: No w Polsce to raczej niemożliwe. Można mieć tylko jedną żonę..
K: ( myśli...) To w takim razie ożenię się z Pawłem.
(bez komentarza) :) :) :)
Godzina 7:20, Kuba przed szkołą je śniadanie. W pewnym momencie mówi:
K: Mamo, a jak to jest, że widzimy niektóre gwiazdy mimo, że już dawno ich nie ma?
Matkę zatkało bo o tej godzinie to Matka ma włączony tryb autopilota - ubrać, nakarmić i odstawić do szkoły. Pół godziny i co najmniej jedną kawę później na pewno udało by się jakoś to wytłumaczyć..
Tym razem pora trochę późniejsza, obiad. Kuba zamyślony, w pewnym momencie mówi:
K: Mamo a wiesz, że grzbietoród amerykański to po łacinie pipa pipa?
M: hę? a co to jest? (No cóż, Matka nie wiedziała)
K: No jak to Mamo, przecież to taka wielka żaba!!
Oczywiście, później Matka nie omieszkała upewnić się w internecie czy tak jest faktycznie.
źródło: http://www.national-geographic.pl/
Póki co Kuba ma dostęp jedynie do książek - wypożyczanych w bibliotece lub kupionych. Strach się bać co będzie jak zacznie korzystać z internetu.. A na koniec historyjka z innej beczki. Wracamy z Kubą ze szkoły i Matka pyta:
M: Co tam dzisiaj w szkole? Było coś ciekawego?
K: Ożeniłem się.
M: (wielkie oczy) Jak to się ożeniłeś?
K: No ożeniłem się, mam żonę.
M: ( próbuje zachować powagę) A z kim się ożeniłeś i kiedy?
K: No z Natalką się ożeniłem, dzisiaj po andrzejkach (mieli na lekcji zabawy andrzejkowe)
M: Ok, no to gratulacje. A jak to wyglądało, jak się ożeniłeś?
K: No podszedłem do Natalki, przytuliłem ją i powiedziałem, że chce się z nią ożenić.
M: A ona coś powiedziała?
K: Tak, powiedziała "tak"i teraz jest moją żoną.
Po przyjściu do domu Kuba stwierdził, że chciałby się jednak ożenić z Kasią.
M: To w takim razie musisz wybrać czy chcesz się ożenić z Natalką czy Kasią?
K: Chcę mieć dwie żony i Kasię i Natalkę. Można tak?
M: No w Polsce to raczej niemożliwe. Można mieć tylko jedną żonę..
K: ( myśli...) To w takim razie ożenię się z Pawłem.
(bez komentarza) :) :) :)
poniedziałek, 23 listopada 2015
Postrach nauczycieli..
Taka sytuacja w szkole.. Pani zbierała do sprawdzenia zeszyty ćwiczeń aby sprawdzić czy dzieci mają wszystkie zadania zrobione. Zebrała też od Kuby. W tym czasie dzieci przepisywały zadanie do zeszytu z tablicy. Pani zajęta sprawdzaniem, postawiła znak zapytania przy jednym niedokończonym zadaniu i .. zorientowała się, że to zeszyt ćwiczeń Kuby. Na Panią padł blady strach. Zawołała nauczycielkę wspomagającą i z przerażeniem szepcze jej do ucha: "Co ja zrobiłam?!". Nauczycielka wspomagająca, lekko zdenerwowana odpowiada, dodając sobie i Pani otuchy: "Spokojnie, damy radę, przecież nie będzie tak źle..".Niestety było. Kuba bardzo źle przyjął uwagę ( znak zapytania) postawioną w jego zeszycie ćwiczeń, w dodatku czerwonym długopisem(!!). Oberwało się Pani - jednej i drugiej, ławce na korytarzu oraz zeszytowi..
środa, 21 października 2015
Damski bokser..
Tak naszło dzisiaj Matkę na przemyślenia odnośnie Kubusiowego bicia. Wszystko przez to, że wczoraj Matka dowiedziała się od pani wspomagającej, że Kuba znowu bije. Bije dwie dziewczynki ze swojej klasy. O jednej z nich już pisałam bo jest to niepełnosprawna ruchowa koleżanka.
Kuba kiedyś bardzo ją lubił, codziennie jak tylko przychodził do szkoły to biegł do niej aby się przywitać i mocno ją przytulał. Kuba jest dzieckiem przytulaśnym dlatego dziewczynki go bardzo lubią. Koleżanka polubiła go tak bardzo, że kilka razy wyznała mu miłość. I jak to w naturze męskiej bywa (często) po kilku takich wyznaniach, Kuba poczuł się osaczony i jego uczucie wygasło. Zaczął unikać koleżanki, jednak ona nadal darzyła go wielkim uczuciem i nie rozumiała, dlaczego nagle nie chce jej przytulić i przed nią ucieka. I się zaczęło.. Kuba ma wielki problem w radzeniu sobie w takich sytuacjach. Tłumaczyliśmy, aby powiedział koleżance, że już nie chce się przytulać, sam powiedział jej nawet kilka razy, że już jej nie lubi. Nie poskutkowało. Koleżanka twierdziła, że ona nadal bardzo go lubi i chce żeby on znowu polubił ją. Trudna sytuacja dla obojga. Niestety Kuba cierpliwości ani umiejętności do takich sytuacji nie ma w związku z czym postanowił "załatwić" sprawę w jedyny sobie znany i pewny sposób - bicie. W szatni podczas przebierania się na wf, kiedy koleżanka po raz kolejny prosiła go aby ją polubił, Kuba stracił cierpliwość i zaczął mocno nią potrząsać krzycząc, że jej nie lubi. Na nieszczęście całą sytuację widziała mama dziewczynki.. Przed aferą uratowało Matkę tylko to, że bardzo dobrze zna i "koleguje" się z tą mamą, przez co mogła wszystko wyjaśnić i przeprosić.
Kuba po tej sytuacji poniósł surowe konsekwencje i przez jakiś czas powstrzymywał się przez biciem koleżanki. Wczoraj dowiedziałam się, że znowu przy każdej możliwej okazji albo ją popycha albo kopie. Próbowałam dowiedzieć się, dlaczego tak robi, skoro koleżanka już nawet boi się wejść do szatni kiedy on tam jest. Powiedział, że dopóki ją bije to ona trzyma się od niego z daleka, a jak przestaje to znowu za nim łazi i to go denerwuje. Więc prewencyjnie woli bić ją codziennie.. No to Matce ręce opadły i wszystko po takich argumentach.
Podobnie sprawa wygląda z drugą dziewczynką. Jednak druga koleżanka nie jest "zakochana" w Kuba a jedynie od czasu do czasu bardzo złośliwa. Potrafi być przemiłą koleżanką by za chwilę z uśmiechem na ustach powiedzieć coś bardzo przykrego. Do tego Kuba nie zawsze dobrze rozumie intencję a ona się z tego śmieje, więc afera gotowa. Zachowanie dziewczynki wynika z pewnych nie do końca zdiagnozowanych zaburzeń i jest trudne dla całej klasy. Kuba sobie z nią nie radzi więc też postanowił trzymać ją od siebie z daleka za pomocą bicia.
Taki oto twardy orzech sytuacji społecznych mamy do zgryzienia. Wiadomo jak "wygląda" silniejszy chłopiec, bijący słabszą i do tego niepełnosprawną dziewczynkę tylko dlatego, że jej nie lubi ( bo tak widzą to nauczyciele). Mimo, że wiemy skąd bierze się takie zachowanie, nie jest ono do zaakceptowania. Na szczęście od trzech tygodni Kuba chodzi na zajęcia TUS ( Trening Umiejętności Społecznych) gdzie będzie pracował nad takimi właśnie problemami. Mam nadzieję, że tym razem uda się coś wypracować..
Kuba kiedyś bardzo ją lubił, codziennie jak tylko przychodził do szkoły to biegł do niej aby się przywitać i mocno ją przytulał. Kuba jest dzieckiem przytulaśnym dlatego dziewczynki go bardzo lubią. Koleżanka polubiła go tak bardzo, że kilka razy wyznała mu miłość. I jak to w naturze męskiej bywa (często) po kilku takich wyznaniach, Kuba poczuł się osaczony i jego uczucie wygasło. Zaczął unikać koleżanki, jednak ona nadal darzyła go wielkim uczuciem i nie rozumiała, dlaczego nagle nie chce jej przytulić i przed nią ucieka. I się zaczęło.. Kuba ma wielki problem w radzeniu sobie w takich sytuacjach. Tłumaczyliśmy, aby powiedział koleżance, że już nie chce się przytulać, sam powiedział jej nawet kilka razy, że już jej nie lubi. Nie poskutkowało. Koleżanka twierdziła, że ona nadal bardzo go lubi i chce żeby on znowu polubił ją. Trudna sytuacja dla obojga. Niestety Kuba cierpliwości ani umiejętności do takich sytuacji nie ma w związku z czym postanowił "załatwić" sprawę w jedyny sobie znany i pewny sposób - bicie. W szatni podczas przebierania się na wf, kiedy koleżanka po raz kolejny prosiła go aby ją polubił, Kuba stracił cierpliwość i zaczął mocno nią potrząsać krzycząc, że jej nie lubi. Na nieszczęście całą sytuację widziała mama dziewczynki.. Przed aferą uratowało Matkę tylko to, że bardzo dobrze zna i "koleguje" się z tą mamą, przez co mogła wszystko wyjaśnić i przeprosić.
Kuba po tej sytuacji poniósł surowe konsekwencje i przez jakiś czas powstrzymywał się przez biciem koleżanki. Wczoraj dowiedziałam się, że znowu przy każdej możliwej okazji albo ją popycha albo kopie. Próbowałam dowiedzieć się, dlaczego tak robi, skoro koleżanka już nawet boi się wejść do szatni kiedy on tam jest. Powiedział, że dopóki ją bije to ona trzyma się od niego z daleka, a jak przestaje to znowu za nim łazi i to go denerwuje. Więc prewencyjnie woli bić ją codziennie.. No to Matce ręce opadły i wszystko po takich argumentach.
Podobnie sprawa wygląda z drugą dziewczynką. Jednak druga koleżanka nie jest "zakochana" w Kuba a jedynie od czasu do czasu bardzo złośliwa. Potrafi być przemiłą koleżanką by za chwilę z uśmiechem na ustach powiedzieć coś bardzo przykrego. Do tego Kuba nie zawsze dobrze rozumie intencję a ona się z tego śmieje, więc afera gotowa. Zachowanie dziewczynki wynika z pewnych nie do końca zdiagnozowanych zaburzeń i jest trudne dla całej klasy. Kuba sobie z nią nie radzi więc też postanowił trzymać ją od siebie z daleka za pomocą bicia.
Taki oto twardy orzech sytuacji społecznych mamy do zgryzienia. Wiadomo jak "wygląda" silniejszy chłopiec, bijący słabszą i do tego niepełnosprawną dziewczynkę tylko dlatego, że jej nie lubi ( bo tak widzą to nauczyciele). Mimo, że wiemy skąd bierze się takie zachowanie, nie jest ono do zaakceptowania. Na szczęście od trzech tygodni Kuba chodzi na zajęcia TUS ( Trening Umiejętności Społecznych) gdzie będzie pracował nad takimi właśnie problemami. Mam nadzieję, że tym razem uda się coś wypracować..
czwartek, 1 października 2015
Wrzesień..
Wrzesień.. Wakacje dawno już za nami, nawet pogoda boleśnie o tym przypomina. Zaczął się rok szkolny i szkolne problemy.
Pierwsze wezwanie do szkoły aby odebrać delikwenta Matka ma już za sobą. Przeklinanie, rzucanie krzesłami i wrzaski też. Ale było też sporo pozytywnych momentów. Przez ostatni tydzień Kuba wraca do domu bez zadań domowych, coraz lepiej wychodzi mu praca na lekcji. Nie musimy tym samym siedzieć godzinami po szkole aby uzupełniać braki - a jednak w drugiej klasie pracuje się trochę więcej niż w pierwszej.
Wczoraj Kuba przeczytał też swoją pierwszą w tym roku lekturę : "Doktor Dolittle". Książka formatu A5, jakieś 110 stron - zajęło mu to dwie godziny. Pochwalił się Pani w klasie, Pani przepytała z treści (opowiedział WSZYSTKO bardzo dokładnie) dostał 5.
Zamiast guzików wprowadziliśmy żetony do gry w pokera - nietypowo ale skutecznie. Drugi tydzień zbierania i już Mega Atrakcja. Pani Karolina trochę w tym pomogła ale fajnie, że wykorzystuje żetony do dodatkowej motywacji, w końcu o to chodzi.
Kuba ma też nowego kolegę w klasie - w tym tygodniu doszedł nowy uczeń. Wszystko było fajnie dopóki nie okazało się, że kolega pisze bardzo szybko, SZYBCIEJ niż Kuba. Od tej pory Kuba już go nie lubi ( nadal ma problem z przegrywaniem). Pracujemy nad tym, sukcesem jest to, że potrafi przyznać, że jest w czymś kiepski i już. Wcześniej nie potrafił, wszystko robił najlepiej.
Zabawa z dziećmi to nadal wielka klapa. Kuba zabierał do szkoły autka żeby bawić się z kolegami. Przynajmniej tak mi się wydawało do tej pory. Okazało się, że autka daje kolegom a sam patrzy jak się bawią. Nie umie wejść w ich zabawę i dostosować się. Nie wie nawet jak się do tego zabrać więc wycofuje się na starcie. Ćwiczyłam z nim w domu scenariusze zabaw, ze mną wychodziło, fajnie się bawiliśmy chociaż Kuba był bardzo spięty. Efekt taki, że teraz nawet nie chce zabrać autek do szkoły bo boi się wypróbować tego, czego go nauczyłam.
Dzisiaj odwiedziły go dwie koleżanki z klasy. W domu świetnie się bawili - w chowanego a później w zabawę, której kompletnie nie zrozumiałam. Natomiast w drodze do domu Kuba zanudzał koleżanki opowieściami o autobusach, które akurat przejeżdżały ( Kuba nie przegapi ani jednego), starych samochodach stojących na parkingach albo pytał czy widziały kiedyś koleiny ( tak jakby dla 7-letnich dziewczynek to była norma).
Jakiś kiepski dzień mam dzisiaj do pisania. To chyba przez to, że po miesiącu nadal nie umiem zmusić mojego organizmu żeby o 6:15 wstawał wyspany.. Dobranoc.
Pierwsze wezwanie do szkoły aby odebrać delikwenta Matka ma już za sobą. Przeklinanie, rzucanie krzesłami i wrzaski też. Ale było też sporo pozytywnych momentów. Przez ostatni tydzień Kuba wraca do domu bez zadań domowych, coraz lepiej wychodzi mu praca na lekcji. Nie musimy tym samym siedzieć godzinami po szkole aby uzupełniać braki - a jednak w drugiej klasie pracuje się trochę więcej niż w pierwszej.
Wczoraj Kuba przeczytał też swoją pierwszą w tym roku lekturę : "Doktor Dolittle". Książka formatu A5, jakieś 110 stron - zajęło mu to dwie godziny. Pochwalił się Pani w klasie, Pani przepytała z treści (opowiedział WSZYSTKO bardzo dokładnie) dostał 5.
Zamiast guzików wprowadziliśmy żetony do gry w pokera - nietypowo ale skutecznie. Drugi tydzień zbierania i już Mega Atrakcja. Pani Karolina trochę w tym pomogła ale fajnie, że wykorzystuje żetony do dodatkowej motywacji, w końcu o to chodzi.
Kuba ma też nowego kolegę w klasie - w tym tygodniu doszedł nowy uczeń. Wszystko było fajnie dopóki nie okazało się, że kolega pisze bardzo szybko, SZYBCIEJ niż Kuba. Od tej pory Kuba już go nie lubi ( nadal ma problem z przegrywaniem). Pracujemy nad tym, sukcesem jest to, że potrafi przyznać, że jest w czymś kiepski i już. Wcześniej nie potrafił, wszystko robił najlepiej.
Zabawa z dziećmi to nadal wielka klapa. Kuba zabierał do szkoły autka żeby bawić się z kolegami. Przynajmniej tak mi się wydawało do tej pory. Okazało się, że autka daje kolegom a sam patrzy jak się bawią. Nie umie wejść w ich zabawę i dostosować się. Nie wie nawet jak się do tego zabrać więc wycofuje się na starcie. Ćwiczyłam z nim w domu scenariusze zabaw, ze mną wychodziło, fajnie się bawiliśmy chociaż Kuba był bardzo spięty. Efekt taki, że teraz nawet nie chce zabrać autek do szkoły bo boi się wypróbować tego, czego go nauczyłam.
Dzisiaj odwiedziły go dwie koleżanki z klasy. W domu świetnie się bawili - w chowanego a później w zabawę, której kompletnie nie zrozumiałam. Natomiast w drodze do domu Kuba zanudzał koleżanki opowieściami o autobusach, które akurat przejeżdżały ( Kuba nie przegapi ani jednego), starych samochodach stojących na parkingach albo pytał czy widziały kiedyś koleiny ( tak jakby dla 7-letnich dziewczynek to była norma).
Jakiś kiepski dzień mam dzisiaj do pisania. To chyba przez to, że po miesiącu nadal nie umiem zmusić mojego organizmu żeby o 6:15 wstawał wyspany.. Dobranoc.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
