czwartek, 1 października 2015

Wrzesień..

Wrzesień.. Wakacje dawno już za nami, nawet pogoda boleśnie o tym przypomina. Zaczął się rok szkolny i szkolne problemy.

Pierwsze wezwanie do szkoły aby odebrać delikwenta Matka ma już za sobą. Przeklinanie, rzucanie krzesłami i wrzaski też. Ale było też sporo pozytywnych momentów. Przez ostatni tydzień Kuba wraca do domu bez zadań domowych, coraz lepiej wychodzi mu praca na lekcji. Nie musimy tym samym siedzieć godzinami po szkole aby uzupełniać braki - a jednak w drugiej klasie pracuje się trochę więcej niż w pierwszej. 
Wczoraj Kuba przeczytał też swoją pierwszą w tym roku lekturę : "Doktor Dolittle". Książka formatu A5, jakieś 110 stron - zajęło mu to dwie godziny. Pochwalił się Pani w klasie, Pani przepytała z treści (opowiedział WSZYSTKO bardzo dokładnie) dostał 5. 
Zamiast guzików wprowadziliśmy żetony do gry w pokera - nietypowo ale skutecznie. Drugi tydzień zbierania i już Mega Atrakcja. Pani Karolina trochę w tym pomogła ale fajnie, że wykorzystuje żetony do dodatkowej motywacji, w końcu o to chodzi.
Kuba ma też nowego kolegę w klasie - w tym tygodniu doszedł nowy uczeń. Wszystko było fajnie dopóki nie okazało się, że kolega pisze bardzo szybko, SZYBCIEJ niż Kuba. Od tej pory Kuba już go nie lubi ( nadal ma problem z przegrywaniem). Pracujemy nad tym, sukcesem jest to, że potrafi przyznać, że jest w czymś kiepski i już. Wcześniej nie potrafił, wszystko robił najlepiej. 
Zabawa z dziećmi to nadal wielka klapa. Kuba zabierał do szkoły autka żeby bawić się z kolegami. Przynajmniej tak mi się wydawało do tej pory. Okazało się, że autka daje kolegom a sam patrzy jak się bawią. Nie umie wejść w ich zabawę i dostosować się. Nie wie nawet jak się do tego zabrać więc wycofuje się na starcie. Ćwiczyłam z nim w domu scenariusze zabaw, ze mną wychodziło, fajnie się bawiliśmy chociaż Kuba był bardzo spięty. Efekt taki, że teraz nawet nie chce zabrać autek do szkoły bo boi się wypróbować tego, czego go nauczyłam.
Dzisiaj odwiedziły go dwie koleżanki z klasy. W domu świetnie się bawili - w chowanego a później w zabawę, której kompletnie nie zrozumiałam. Natomiast w drodze do domu Kuba zanudzał koleżanki opowieściami o autobusach, które akurat przejeżdżały ( Kuba nie przegapi ani jednego), starych samochodach stojących na parkingach albo pytał czy widziały kiedyś koleiny ( tak jakby dla 7-letnich dziewczynek to była norma).  

Jakiś kiepski dzień mam dzisiaj do pisania. To chyba przez to, że po miesiącu nadal nie umiem zmusić mojego organizmu żeby o 6:15 wstawał wyspany.. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz