wtorek, 24 marca 2015

Super Weekendowa Atrakcja Guzikowa..

Zacznę od dobrych wieści - w zeszłym tygodniu Kuba zdobył 40 guzików, co oznacza SUPER ATRAKCJĘ na weekend. Co prawda tydzień w szkole był średnio udany ale i tak udało się uzbierać po raz pierwszy tak dużo guzików. Nagrodą była wycieczka do Wrocławia na wystawę największej w Polsce makiety z pociągami. Przy okazji zwiedziliśmy też SKYTOWER czyli największy budynek we Wrocławiu, zjedliśmy pyszny obiad i odwiedziliśmy ulubioną ciocię Kuby :) Mam nadzieję, że nagroda zmotywuje Kubę do dalszego starania się o guziki. W końcu jeszcze dużo atrakcji nas czeka..


Jeśli chodzi o postępy w szkole to raz jest lepiej, raz gorzej. W ostatnim czasie "wróciło" bicie, przez co Kuba musiał oddawać zebrane guziki. Skutek był taki, że gdy Pani prosiła o oddanie guzików, Kuba pakował plecak i uciekał z klasy. Zastanawiałyśmy się co z tym zrobić, Pani proponowała wycofanie się z zabierania i dawanie ostrzeżenia, ja zdecydowanie byłam przeciwna. Uważam, że w ten sposób skazałybyśmy system motywacyjny na śmierć. Kuba poczułby się pewnie, że nie musi oddawać guzików od razu ale po jednym ostrzeżeniu byłoby kolejne, kolejne i po chwili Pani straciłaby całkowicie kontrolę. Po konsultacji z naszą terapeutką ustaliłam, że jeśli Kuba bardzo nie będzie chciał oddać guzików to ok, ale Pani wysyła mi wtedy smsa ile guzików stracił a ile uzbierał. I Kuba wie o tym. Tak więc bunt szybko się skończył i od tej pory Kuba nie bije. 
Miała też miejsce ciekawa sytuacja społeczna w klasie. Otóż od pewnego czasu Kuba wyśmiewał się z dzieci - tzn. z ich prac plastycznych, z tego że ktoś coś głupiego zrobił itd.( podejrzewam, że była to konsekwencja fiksacji na punkcie lektury szkolnej "Cudaczek - Wyśmiewaczek" którą Kuba od miesiąca namiętnie czyta). Dzieci postanowiły nie być dłużne i też wyśmiewały się z niego. Łatwo sobie wyobrazić do czego to prowadziło - histeria, krzyki, bicie.. Pewnego dnia podczas jakichś przepychanek Kuba uderzył niepełnosprawną dziewczynkę, koleżankę z klasy. Dzieci natychmiast stanęły za płaczącą dziewczynką i zaczęły pytać Kubę, czemu to zrobił. Kuba zaczął wrzeszczeć. Wtedy dzieci policzyły do 3 i również zaczęły wrzeszczeć. No coż, z tego co Pani mówiła, była to inicjatywa dzieci, nie było to wcześniej uzgadniane. Kuba wpadł w szał, Pani wyszła z nim z klasy i przez godzinę rozmawiała o tym co się stało. Po powrocie przeprosił wszystkich i obiecał poprawę. Wtedy dzieci powiedziały, że jeśli nie będzie nikogo bił, będą mu pomagać i go pocieszać. W ten sposób został zawarty kontrakt między dziećmi a Kubą.
Sytuacja trudna dla wszystkich, bo Kuba bardzo przeżył to co się stało. Najbardziej to, że cała klasa stanęła przeciwko niemu. Z drugiej strony dzieci miały dość wyśmiewania sie i bicia, fajnie że wszyscy zgodnie poparli poszkodowaną dziewczynkę. Osobiście uważam, że to była dobra i potrzebna lekcja. W przedszkolu Kuba nigdy niczego takiego nie doświadczył, prawie nikt mu nie oddawał gdy kogoś uderzył, dzieci raczej się go bały. Nauczył się, że jest to idealny sposób do kontrolowania otoczenia. W szkole już tak się nie da. Dzieci potrafią mu oddać kiedy uderzy - są tam chłopcy o głowę od niego więksi. Nie pozwalają na wyśmiewanie się i krzyki, potrafia mu powiedzieć, że im przeszkadza. Z drugiej strony jednak go lubią, witają się z nim gdy wchodzi do klasy, dziewczynki pocieszają gdy płacze. Wiem też, że jeden chłopiec obronił go gdy ktoś inny chciał go uderzyć. 
Nasza terapeutka uważa, że takie lekcje są Kubie potrzebne. Pozwolą mu zobaczyć, jak jego zachowanie wpływa na innych a z tym Kuba ma przecież problem. Mam nadzieję, że dzięki temu Kuba bardziej będzie zwracał uwagę na otaczających go ludzi i ich emocje. Pozytywne jest to, że mimo takiego trudnego poczatku tygodnia, nie zniechęcił się do szkoły i udało mu się zebrać maksymalną ilość guzików. W piątek cała klasa pogratulowała mu, że uzbierał 40 guzików i będzie miał SUPER ATRAKCJE. A w poniedziałek wszyscy wysłuchali jego opowiadania o tym gdzie był i co widział. 
Na zakończenie jeszcze opiszę nasze postępy w terapii SI i przełamywaniu schematów. Od jakiegoś czasu chodzimy na prywatne zajęcia do fantastycznej terapeutki Agaty. Próbuje przełamać strach Kuby przed gołymi stopami. Już po kilku zajęciach Kuba sciągnął skarpety do połowy, a na kilku ostatnich wykonywał jedno ćwiczenie z całkiem gołymi stopami - upewniając się wcześniej czy mama nie patrzy :D To jeszcze nie koniec pracy, bo nadal ma opory ale strach jest juz zdecydowanie mniejszy.
Dwa tygodnie temu okazało się, że dostalismy się w końcu na SI do fundacji ( na NFZ), na które czekaliśmy od czerwca 2014. Ucieszyłam się, że będę mogła zrezygnować z prywatnych zajęć a pieniądze przeznaczyć na inna terapię, np. hipoterapię lub biofeedback. Jednak póki co rezygnować nie będę.. Po pierwszych zajęciach z p.Olą Kuba wybiegł z sali po 10 minutach i oświadczył, że mam go wypisać bo on tu nie będzie chodził. Kiedy zapytałam o co chodzi, okazało się, że Pani kazała mu zdjąć skarpetki lub podwinąć rękawy do łokcia. Normalnie zamach na wolność osobistą. Ostatecznie zgodził się na podwinięcie rękawów ale zapowiedział, że więcej tu nie przyjdzie. Tak więc dajemy sobie miesiąc na aklimatyzację bo jeśli nie dogadają się z terapeutką to zrezygnujemy, żeby nie blokować miejsca. Chciałabym też aby Agata dokończyła z Kubą przezwyciężanie strachu przed gołymi stopami, bo do tej pory jest jedynym terapeutą któremu cokolwiek w tym temacie się udało osiągnąć. 
Jeśli nie zapomnę to w następnym poście opiszę przełamywanie strachu przed muzyką..

poniedziałek, 2 marca 2015

Guzikowy cennik nagród..

Długą przerwę mieliśmy, głównie z powodu choroby. Zaraz po przerwie świątecznej były ferie, później Kuba pochorował się na dwa tygodnie. Do szkoły zaczął więc chodzić dopiero od połowy lutego.
W domu było bardzo spokojnie. Mogę z czystym sumieniem że prawie do zera udało się wyeliminować Kubusiowe bicie i wrzaski. Jest też coraz bardziej świadomy tego co się z nim  dzieje bo np. po awanturze, że na coś nie pozwoliłam, potrafi przyjść, przeprosić i powiedzieć, że nie chciał się tak zachować i to przez złość która go "napadła". Konsekwentnie trzymamy się zasad i to przynosi efekty. 
Zupełnie inaczej wygląda to w szkole. Bywają ciężkie dni ale też dni bardzo udane. Wprowadziliśmy po feriach nowy system motywujący - Kuba zbiera guziki (takie zwykłe z pasmanterii ) za każde zrobione na lekcji zadanie, przebranie się na wf lub spakowanie plecaka. Dostaje też dwa guziki za dzień bez bicia i wrzasków. Natomiast jeśli kogoś uderzy traci wszystkie uzbierane guziki - jest to dosyć "bolesne" ale w domu tym sposobem udało się wyeliminować bicie. Każdego dnia za uzbieranie 5 guzików jest mała nagroda - część figurki Pingwina z Madagaskaru z klocków Cobi (Kuba ostatnio je uwielbia). Wystarczą 4 dni i figurka uzbierana. To ważne aby na początku nagroda była w miarę łatwa i szybka do zdobycia bo inaczej dziecko się zniechęca. Później można stopniowo podnosić poprzeczkę. 
Póki co system się sprawdza. Pierwszego dnia Kuba zrobił wszystkie zadane na lekcji zadania - pierwsz raz odkąd jest w szkole. Radzi sobie też nieźle z powstrzymywaniem się przed biciem - sam powiedział że chciał uderzyć ale wie, że wtedy straci guziki więc tego nie zrobił. Mieliśmy też kryzys..ale po kolei. Kuba na koniec tygodnia po podliczeniu wszystkich guzików dostaje kolejną nagrodę, np.może pograć na komputerze,  wyjść na salę zabaw, dostać dodatkowe 5zł do kieszonkowego lub dostać mega nagrodę, która się wiąże z większymi kosztami (kino, wycieczka do planetarium itp.) Może to się wydawać skomplikowane ale system motywujący jeśli ma zadziałać MUSI motywować. Trudne do ogarnięcia jest tylko na początku, później jest coraz łatwiej, zmniejsza się też ilość nagród aż wystarczy tylko jedna. 
Wracając do naszego kryzysu, Kuba w drugim tygodniu "nastawił" się na zdobycie mega nagrody. Wymaga to uzbierania co najmniej 8 guzików dziennie. W poniedziałek się udało,  we wtorek już niestety nie.. W środę Kuba miał "bardzo głęboko" zbieranie guzików co poskutkowało całym wachlarzem złych zachowań w klasie. To się zdarza na początku. W domu omówiliśmy po raz kolejny system nagradzania i kiedy Kuba zrozumiał, że nie wszystko stracone w czwartek wrócił z 8 guzikami. W rezultacie otrzymał dodatkowe 5 zł do kieszonkowego i mógł sobie kupić ukochane autko HotWheels ☺
Bardzo ważna rzeczą w systemie motywującym jest to aby wszyscy nauczyciele pracujący z dzieckiem brali w nim udział. Pozytywnie zaskoczyła mnie Pani od religii, która bardzo chętnie zaangażowała się w guziki, dzięki czemu Kuba znowu bez problemów chodzi na zajęcia. 
Mam ogromną nadzieję, że tym razem uda się wypracować jakieś pozytywne zmiany i nauczyciele zobaczą, że z Kubusiem da się pracować jeśli tylko wykaże się odrobinę dobrej woli..

środa, 14 stycznia 2015

Wszystkiego naj(lepszego?) w Nowym Roku..

Miło było ale się .. niestety przychodzą mi do głowy same niecenzuralne określenia. Tak więc rozpoczynamy Nowy Rok. 

Święta upłynęły nam w naprawdę miłej atmosferze. Kubuś był grzeczny i pozwolił Matce na chwilę zapomnieć o wszelkich aspergerowych problemach. Ba, Matka się chyba nawet za bardzo z tej grzeczności rozleniwiła i uśpiła swą czujność. Do tego stopnia, że po prawie 3 tygodniach Kubusia w domu 24h na dobę Matka zatęskniła do szkoły. 

Trzy pierwsze dni szkolne były w miarę dobre. Kuba zachowywał się poprawnie, nie licząc zbyt mocnego poklepywania dziewczynek po głowie ( wg Pani to było bicie, wg Kuby głaskanie..). Poniedziałek był idealny - Kuba zrobił prawie wszystkie zadania na lekcji, na muzyce grzecznie, bez scen i zupełnie sam wyszedł na korytarz aby przeczekać, na wf przebrał się i brał udział w jednym ćwiczeniu w grupie. Cud, miód i maliny :) Matka w siódmym :):)We wtorek cała sielanka runęła z wielkim hukiem za sprawą Pani od religii. 
Kuba generalnie niechętnie uczestniczy w zajęciach religii, nie bardzo chce się modlić na początku lekcji ale po długich rozmowach jest w stanie zmobilizować się i modlitwę odmówić. We wtorek Pani zdycydowała odmówić na początku lekcji wszystkie znane i nieznane modlitwy, co wzbudziło prostest Kubusia. Postanowił wyjść na korytarz i przeczekać ten "trudny" dla niego moment na ławce. Pani się nie zgodziła żadając natychmiastowego powrotu do klasy, siłą wyciągała zeszyt kontaktowy z placaka co w efekcie tylko pogorszyło sytuację. Skończyło się na brzydkich komentarzach ze strony Kuby, np."weź te łapy", krzykach oraz totalnym rozchwianiu emocjonalnym dziecka. Kuba nie był w stanie się uspokoić jeszcze przez dwie kolejne lekcje, nie chciał wykonywać już żadnych zadań, uderzył dwójkę dzieci oraz Panią. Matka została więc wezwana w trybie natychmiastowym do szkoły. Dodam, że na lekcji religii nie ma nauczycielki wspomagającej - widocznie uznano, że w tych godzinach wszystkie dzieci są pełnosprawne i nie potrzebują wsparcia. Nauczycielka religii jest też kompletnie nieprzygotowana do pracy, nie ma pojęcia na czym polega niepełnosprawność jej uczniów oraz nie ma nawet chęci aby się tego dowiedzieć. Totalna masakra.

Po prawie 2-godzinnej rozmowie z Panią pedagog w szkole Matka upewniła się, że jedyną osobą która ma jakiekolwiek pojęcie o zaburzeniach ze spektrum autyzmu jest p.Karolina. No bo jak skomentować słowa Pani pedagog, która twierdzi, że z tych trudnych zachowań i problemów społecznych Kubuś wyrośnie za rok lub dwa? Po co więc wydajemy majątek na terapie, wystarczy poczekać aż wyrośnie. Ręce opadają..
Mamy więc powtórkę z rozrywki - szkoła jako jedyne rozwiazanie widzi nauczanie indywidualne, polegające na tym, że główny przedmiot czyli edukację wczesnoszkolną Kuba miałby w osobnej klasie z Panią, natomiast na pozostałe przedmioty przychodziłby na wspólne lekcje. Tylko że na religię chyba nie będzie już chodził ( Matka ma dość telefonów roztrzęsionej katechetki po każdym buncie Kubusia), na wf przeważnie nie ćwiczy ponieważ nie chce się przebrać ( strach przed rozbieraniem) a na muzyce siedzi na korytarzu ( nadwrażliwość słuchowa). Zostaje plastyka i j.angielski - to trochę mało godzin aby trenować relacje społeczne w grupie rówieśniczej.

Matce kończą się powoli siły i pomysły co zrobić aby było dobrze. Na indywidualnego nauczyciela wspomagającego nie możemy liczyć. Wprawdzie nie ma przepisów które mówią, że nie można ale prawda jest taka, że Kuba ma wsparcie nauczycielki wspomagającej więc założenia z orzeczenia są realizowane. Szkoła nie dostanie więc zgody na kolejnego nauczyciela. Jeśli uważają, że ten sobie nie radzi to trzeba go zmienić. Taka jest opinia prawników z Synapsis, do których pisałam w tej sprawie.

Jest jeszcze jeden powód dla którego Szkoła tak ciśnie i chce się pozbyć Kubusia z klasy - skargi jednej z matek, która zagroziła, że zabierze dziecko ze szkoły jeśli nic się nie zmieni. Nie byłoby problemu, gdyby nie to, że zabranie jednego dziecka oznacza, że w klasie zostaje zbyt mała liczba uczniów aby utworzyć klasę integracyjną, Oznacza to odebranie nauczycielki wspomagającej i traktowanie klasy jako ogólnej. Podobno problemem jest przeniesienie innego ucznia w ramach wymiany, ponieważ rodzice nie chcą aby ich zdrowe dzieci chodziły do klasy integracyjnej. Lepiej więc pozbyć się kłopotliwego ucznia i uspokoić matkę-histeryczkę.

Tak, Matka głupia była że zatęskniła do szkoły po świętach. Całe szczęście, że za dwa dni zaczynają się ferie i znowu będzie można odpocząć od szkolnych histerii. Tym razem, nawet jeśli Matka będzie się nudziła jak mops, za szkołą już nie zatęskni..

środa, 17 grudnia 2014

Kłamstwo ma krótkie nogi..

Kuba kłamie.. Tak wiem, to żadne odkrycie że dzieci kłamią ale Kubie się to nie zdarzało. Teraz kłamie z premedytacją, planowaniem aby osiągnąć swój cel. Nie jestem specjalistą ale na moje oko jest to mocno związane z teorią umysłu. No bo żeby skłamać aby coś zyskać, trzeba sobie wyobrazić że druga osoba nie wie tego co kłamca, trzeba mieć więc świadomość tego że w jego głowie siedzi coś zupełnie innego niż w głowie osoby okłamanej. A to wypisz wymaluj jest teoria umysłu. Zresztą czytałam gdzieś, że autyści generalnie nie kłamią bo nie potrafią - jest to związane zarówno z deficytem teorii umysłu     ( nie wiedzą jak skłamać) jak i obsesyjnym przestrzeganiem zasad ( przecież nie wolno kłamać). Jak by na to nie patrzeć Matka widzi światełko w tunelu i trochę się z tego kłamstwa cieszy. Ale tylko trochę.. Kłamstwo co prawda nie miało żadnych przykrych konsekwencji ale to w końcu kłamstwo. A Matka do tej pory raczej wierzyła dziecku niż innym obserwatorom, teraz będzie musiała być ostrożniejsza.

W ostatnim czasie generalnie Kuba wspina się na wyżyny swoich możliwości intelektualnych i kombinatorskich. Zachowanie nieznacznie uległo poprawie, mniej jest wrzasków i bicia, jest też chęć robienia zadań w szkole i w domu    ( nawet na "zapas"). Pomagają oczywiście wprowadzone nowe plany aktywności - bardziej szczegółowe, tak jak prosiłam. Pomagają systemy motywacyjne które podpowiedziała poprzednia nauczycielka wspomagająca Kubusia, p.Asia oraz te które wymyśla Matka ( jak zawsze). Pomaga też Kubuś, który w ostatnim czasie trochę się wyciszył i ustabilizował na swojej emocjonalnej huśtawce.
Mieliśmy ostatnio ciekawą sytuację w szkole dotyczącą właśnie motywacji i bicia. Kuba po bardzo ciężkim tygodniu i totalnym złamaniu wszelkich zasad doczekał się ostatecznej i bolesnej konsekwencji - stracił myszoskoczki. Wiedział o tym i był uprzedzany, że tak się stanie, że Matka myszaki odda innym dzieciom jeśli dalej będzie przeginał. No cóż, skoro Matka zapowiedziała trzeba było wykonać. Był straszny płacz, nie złość, nie wymuszanie tylko prawdziwa rozpacz i chyba ( tak się Matce przynajmniej wydawało) zrozumienie swojego zachowania i szczere przeprosiny. Takiego czegoś jeszcze Matka nie widziała w wykonaniu syna więc serce zmiękło i została dana ostatnia szansa. Podpisany kontrakt, obietnica poprawy i myszaki warunkowo zostały. Głównym punktem kontraktu był zakaz bicia kogokolwiek ( z tym Kuba ma ogromny problem i walczymy na różne sposoby od lat). Już pierwszego dnia w szkole był test. Koleżanka z ławki obok bardzo Kubę zdenerwowała - on do niej mówi i mówi, opowiada o pociągach a ona nic i jeszcze powiedziała mu że ma się zamknąć bo jej przeszkadza. No obraza niewybaczalna. Kuba bardzo chciał koleżance dać nauczkę i ją walnąć ale przypomniał mu się kontakt, więc wiedział że nie może. No ale jak to tak, wybaczyć, zignorować? Pobiegł więc do innej koleżanki i powiedział jej na ucho aby ona poszła i uderzyła dziewczynkę. I tak się stało. Jak przystało na szefa mafii - ręce czyste a brudna robota wykonana.
Matka miała później problem z interpretacją - no bo w końcu nie bił ale bicie zlecił, a koleżanka mogła powiedzieć że tego nie zrobi. W każdym bądź razie zadziałały hamulce i myślenie przyczynowo- skutkowe. Na szczęście taka sytuacja póki co się nie powtórzyła a Kuba przez dwa tygodnie nikogo nie uderzył.

Z sukcesów ogromnych muszę się jeszcze pochwalić, że pierwszy raz w życiu Kuba był w kinie na filmie. Wytrzymał do samego końca, nie płakał na końcu, nie zasłaniał uszu ( a było głośno) i bardzo mu sie film podobał. Emocjonalnie przeżywał to jeszcze kilka dni ale były to pozytywne emocje. Cieszę się ogromnie bo nie wierzyłam w to, że będę mogła iść z synem do kina. Było wiele prób ale do tej pory sukcesem było to, że odważył się podejść 5m od kasy.



niedziela, 9 listopada 2014

Rozmowa o autyzmie..

K: Mamo dlaczego niektóre dzieci z autyzmem mówią a inne nie?
M: To zależy jaki mają autyzm.Jeśli jest duży to wtedy nie mówią a jeśli mały to mówią.
K: A można wyleczyć autyzm?
M: Nie,nie można bo autyzm to nie choroba.Ale można go zmniejszyć jeśli chodzi się na terapię i ćwiczy.Tak samo Zespół Aspergera. Po to chodzimy na różne zajęcia, ćwiczymy w domu żeby ten ZA zrobił się taki malutki że prawie go nie będzie widać.
K:(z wielkimi oczami pełnymi nadziei) I wtedy nie będę już bił?
M: Tak skarbie, nie będziesz bił..

piątek, 7 listopada 2014

Szkolne problemy cd.

Atrakcji szkolnych ciąg dalszy. W ostatnim tygodniu było dosyć gorąco. W poniedziałek usłyszałam od Pani że powinnam zabierać Kubę z lekcji wf ponieważ i tak w nich nie uczestniczy -często nie chce się przebrać i chodzi po sali zamiast ćwiczyć. Nie zgodziłam się. Zasugerowałam że może trzeba Kubę zmotywować do ćwiczeń. Pani stwierdziła żebym w takim razie przyszła na zajęcia i się tym zajęła bo ona nie potrafi pracować z "takim przypadkiem". No kurde, czyja to praca?!  Swoją drogą szczerze współczuję Pani nauczycielce bo musi ją potwornie wkurzać że po tylu latach pracy nie radzi sobie z 6-ciolatkiem.
Sytuacja w szkole zrobiła się na tyle poważna że postanowiono zebrać Zespół pedagogiczny i coś poradzić - czyli jak pozbyć się Kubusia z klasy.Zespół miał się zebrać w przyszłym tygodniu w środę. Dzisiaj okazało się że jednak się nie odbędzie. Oficjalny powód jest taki że nie mogły się zebrać wszystkie osoby. Jeśli to prawda to w tej szkole panuje prawdziwy chaos..
Tak czy siak ja poczekam, zbiore posiłki, przygotuję się merytorycznie i papierologicznie (dzisiaj złożyłam wniosek o udostępnienie metryczki subwencji oświatowej) i kiedy przyjdzie czas zapytam Pani czy wie dlaczego Kuba uwielbia się kręcić na jej obrotowym krześle przy biurku..

poniedziałek, 20 października 2014

Matka na wojennej ścieżce..

Matka się wkurzyła dzisiaj dlatego musi emocje złe rozładować pisząc aby kogoś nie zamordować. Ale od początku..
Od jakiegoś czasu docierały do Matki sygnały ze szkoły że z Kubą nie jest dobrze. Wpada w histerie, bije dzieci i Panią, wywala kosz na śmieci, niszczy przedmioty. Nie były to dobre wiadomości, Matka była przygotowana że kryzys nastąpi prędzej czy później ale złe zachowanie zaczęło eskalować coraz bardziej. Codziennie Matka rozmawiała z nauczycielką wspomagającą p.Karoliną. Raz były bardzo złe dni, później zdarzało się kilka bardzo dobrych. P.Karolina wydawała się panować nad sytuacją, Matka starała się wspierać radami i pracą w domu. Ale miarka się przebrała.. Dzisiaj gdy Matka przyszła odebrać dziecko ze szkoły, napadła na nią nauczycielka prowadząca p.Ewa: że właśnie przed chwilą Kuba miał wybuch histerii, że zniszczył jej dziennik, dziennik p.Karoliny, że po raz kolejny wywalił kosz na śmieci, że regularnie wszystkich bije, itd.. Matka ze stoickim spokojem ( ale tylko na twarzy) wysłuchała wszelkich skarg i na koniec powiedziała, że wie że Kuba tak się zachowuje dlatego chodzi do klasy integracyjnej. Nie dokończyła Matka mówić kiedy Pani wypaliła że klasa integracyjna nie jest od tego. Matkę zatkało: że hę??Klasa integracyjna nie jest od tego aby dzieciom niepełnosprawnym ( do których zalicza się także Zespół Aspergera) zapewnić odpowiednią pomoc w realizacji obowiązku szkolnego? Klasa integracyjna nie jest od tego aby właśnie z pomocą pedagoga specjalnego, zajęć rewalidacyjnych oraz Indywidulanego Programu Nauczania wspomóc dzieci z takimi problemami jak ma Kuba? To Matka się pyta: gdzie do cholery moje dziecko ma chodzić do szkoły żeby w końcu nie słyszeć skarg że źle się zachowuje?!Kto jest odpowiedzialny za to aby zapewnić mu właściwą pomoc i wsparcie żeby właśnie w taki sposób się nie zachowywał. Pyta się więc Matka Pani czego się od niej oczekuje - i już się Matce ciśnie na język że może dziecko ma związane i zakneblowane do szkoły przyprowadzić żeby nie przeszkadzało. Pani odpowiada że nie wie ale coś zrobić trzeba. Matkę szlag trafia, na miejscu..

Fakt jest taki że zachowanie Kuba od jakiegoś czasu jest coraz gorsze. Nie chce nic robić na lekcjch ( w domu robimy zadania bez problemu), bije dzieci i Panie, niszczy przedmioty ( w zeszłym tygodniu potargał koledze zeszyt, zdążył zniszczyć też podręcznik szkolny Pani). Jednak każdy kto wie chociaż podstawowe rzeczy na temat ZA wie, że te zachowania nie biorą się z kosmosu. Kuba nie jest uczony w domu jak ma się brzydko odezwać do Pani, że dzisiaj ma wywalić śmietnik i uderzyć Mateusza. A słuchając takich głupich skarg mam wrażenie że Pani właśnie tak myśli. Takie zachowania wywoływane są przez to że Kuba sobie z czymś nie radzi, z sytuacją, otoczeniem i odreagowuje to właśnie w ten sposób. Im mniej sobie radzi i im mniejszą pomoc otrzymuje tym gwałtowniejsze i częstsze są jego reakcje. Zadaniem nauczycieli a głównie nauczyciela wspomagającego jest rozwiązanie problemu a nie czekanie z pretensjami na rodzica. Czy doczekam kiedyś dnia kiedy usłyszę: wie pani co, jest problem więc musimy zrobić tak i tak aby pomóc Kubie.

Po powrocie do domu najpierw Matkę dopadła bezsilność z powodu kolejnych problemów z Kubą. Chwilę Matce zajęło dojście do siebie i wkurwienie się, że po raz kolejny system oświaty doprowadza Matkę do takiego stanu. Ale tym razem Matka już nie będzie się czuła winna tego że urodziła "takie" dziecko i nie da sobie wmówić że "takie" dzieci nie nadają się do społeczeństwa, że trzeba je zamknąć w piwnicy i nie robić nikomu problemu, a już na pewno nie nauczycielom. Z takim ciśnieniem to Matka już żadnej kawy przez miesiąc nie będzie musiała pić..