Zacznę od dobrych wieści - w zeszłym tygodniu Kuba zdobył 40 guzików, co oznacza SUPER ATRAKCJĘ na weekend. Co prawda tydzień w szkole był średnio udany ale i tak udało się uzbierać po raz pierwszy tak dużo guzików. Nagrodą była wycieczka do Wrocławia na wystawę największej w Polsce makiety z pociągami. Przy okazji zwiedziliśmy też SKYTOWER czyli największy budynek we Wrocławiu, zjedliśmy pyszny obiad i odwiedziliśmy ulubioną ciocię Kuby :) Mam nadzieję, że nagroda zmotywuje Kubę do dalszego starania się o guziki. W końcu jeszcze dużo atrakcji nas czeka..
Jeśli chodzi o postępy w szkole to raz jest lepiej, raz gorzej. W ostatnim czasie "wróciło" bicie, przez co Kuba musiał oddawać zebrane guziki. Skutek był taki, że gdy Pani prosiła o oddanie guzików, Kuba pakował plecak i uciekał z klasy. Zastanawiałyśmy się co z tym zrobić, Pani proponowała wycofanie się z zabierania i dawanie ostrzeżenia, ja zdecydowanie byłam przeciwna. Uważam, że w ten sposób skazałybyśmy system motywacyjny na śmierć. Kuba poczułby się pewnie, że nie musi oddawać guzików od razu ale po jednym ostrzeżeniu byłoby kolejne, kolejne i po chwili Pani straciłaby całkowicie kontrolę. Po konsultacji z naszą terapeutką ustaliłam, że jeśli Kuba bardzo nie będzie chciał oddać guzików to ok, ale Pani wysyła mi wtedy smsa ile guzików stracił a ile uzbierał. I Kuba wie o tym. Tak więc bunt szybko się skończył i od tej pory Kuba nie bije.
Miała też miejsce ciekawa sytuacja społeczna w klasie. Otóż od pewnego czasu Kuba wyśmiewał się z dzieci - tzn. z ich prac plastycznych, z tego że ktoś coś głupiego zrobił itd.( podejrzewam, że była to konsekwencja fiksacji na punkcie lektury szkolnej "Cudaczek - Wyśmiewaczek" którą Kuba od miesiąca namiętnie czyta). Dzieci postanowiły nie być dłużne i też wyśmiewały się z niego. Łatwo sobie wyobrazić do czego to prowadziło - histeria, krzyki, bicie.. Pewnego dnia podczas jakichś przepychanek Kuba uderzył niepełnosprawną dziewczynkę, koleżankę z klasy. Dzieci natychmiast stanęły za płaczącą dziewczynką i zaczęły pytać Kubę, czemu to zrobił. Kuba zaczął wrzeszczeć. Wtedy dzieci policzyły do 3 i również zaczęły wrzeszczeć. No coż, z tego co Pani mówiła, była to inicjatywa dzieci, nie było to wcześniej uzgadniane. Kuba wpadł w szał, Pani wyszła z nim z klasy i przez godzinę rozmawiała o tym co się stało. Po powrocie przeprosił wszystkich i obiecał poprawę. Wtedy dzieci powiedziały, że jeśli nie będzie nikogo bił, będą mu pomagać i go pocieszać. W ten sposób został zawarty kontrakt między dziećmi a Kubą.
Sytuacja trudna dla wszystkich, bo Kuba bardzo przeżył to co się stało. Najbardziej to, że cała klasa stanęła przeciwko niemu. Z drugiej strony dzieci miały dość wyśmiewania sie i bicia, fajnie że wszyscy zgodnie poparli poszkodowaną dziewczynkę. Osobiście uważam, że to była dobra i potrzebna lekcja. W przedszkolu Kuba nigdy niczego takiego nie doświadczył, prawie nikt mu nie oddawał gdy kogoś uderzył, dzieci raczej się go bały. Nauczył się, że jest to idealny sposób do kontrolowania otoczenia. W szkole już tak się nie da. Dzieci potrafią mu oddać kiedy uderzy - są tam chłopcy o głowę od niego więksi. Nie pozwalają na wyśmiewanie się i krzyki, potrafia mu powiedzieć, że im przeszkadza. Z drugiej strony jednak go lubią, witają się z nim gdy wchodzi do klasy, dziewczynki pocieszają gdy płacze. Wiem też, że jeden chłopiec obronił go gdy ktoś inny chciał go uderzyć.
Nasza terapeutka uważa, że takie lekcje są Kubie potrzebne. Pozwolą mu zobaczyć, jak jego zachowanie wpływa na innych a z tym Kuba ma przecież problem. Mam nadzieję, że dzięki temu Kuba bardziej będzie zwracał uwagę na otaczających go ludzi i ich emocje. Pozytywne jest to, że mimo takiego trudnego poczatku tygodnia, nie zniechęcił się do szkoły i udało mu się zebrać maksymalną ilość guzików. W piątek cała klasa pogratulowała mu, że uzbierał 40 guzików i będzie miał SUPER ATRAKCJE. A w poniedziałek wszyscy wysłuchali jego opowiadania o tym gdzie był i co widział.
Na zakończenie jeszcze opiszę nasze postępy w terapii SI i przełamywaniu schematów. Od jakiegoś czasu chodzimy na prywatne zajęcia do fantastycznej terapeutki Agaty. Próbuje przełamać strach Kuby przed gołymi stopami. Już po kilku zajęciach Kuba sciągnął skarpety do połowy, a na kilku ostatnich wykonywał jedno ćwiczenie z całkiem gołymi stopami - upewniając się wcześniej czy mama nie patrzy :D To jeszcze nie koniec pracy, bo nadal ma opory ale strach jest juz zdecydowanie mniejszy.
Dwa tygodnie temu okazało się, że dostalismy się w końcu na SI do fundacji ( na NFZ), na które czekaliśmy od czerwca 2014. Ucieszyłam się, że będę mogła zrezygnować z prywatnych zajęć a pieniądze przeznaczyć na inna terapię, np. hipoterapię lub biofeedback. Jednak póki co rezygnować nie będę.. Po pierwszych zajęciach z p.Olą Kuba wybiegł z sali po 10 minutach i oświadczył, że mam go wypisać bo on tu nie będzie chodził. Kiedy zapytałam o co chodzi, okazało się, że Pani kazała mu zdjąć skarpetki lub podwinąć rękawy do łokcia. Normalnie zamach na wolność osobistą. Ostatecznie zgodził się na podwinięcie rękawów ale zapowiedział, że więcej tu nie przyjdzie. Tak więc dajemy sobie miesiąc na aklimatyzację bo jeśli nie dogadają się z terapeutką to zrezygnujemy, żeby nie blokować miejsca. Chciałabym też aby Agata dokończyła z Kubą przezwyciężanie strachu przed gołymi stopami, bo do tej pory jest jedynym terapeutą któremu cokolwiek w tym temacie się udało osiągnąć.
Jeśli nie zapomnę to w następnym poście opiszę przełamywanie strachu przed muzyką..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz