czwartek, 12 grudnia 2013

Bardzo, bardzo zły tydzień..

Pisząc w poniedziałek posta nie spodziewałam się jaki ciężki tydzień nas czeka. Kuba poszedł do przedszkola i.. się zaczęło. Tak złego dnia nie miał już chyba od tygodni. Najpierw zadzwonił do mnie Piotr opowiadając, że Kuba go skopał i bił, że bardzo źle się zachowywał, bił dzieci itd. Później dowiedziałam się od p.Bożenki że dzień faktycznie był straszny. No cóż, zdarza się. Po obiedzie poszliśmy na terapie do p.Radka. Kuba był w dobrym humorze, cieszył się bo w końcu wróciła huśtawka, która długo była zepsuta. No ale na zajęciach też pojawił się zgrzyt - bo p.Radek chciał robić inne ćwiczenia niż Kuba sobie wymyślił. Skopał więc p.Radka, powrzeszczał troche, wypłakał się że chce do mamy itd. Oczywiście takie numery nie przejdą z doświadczonym terapeutą, który był niewzruszony niczym skała. Wiedziałam już że powrót do domu będzie ciężki. Mamy taką umowę, że po udanych ćwiczeniach idziemy sobie do miasta i Kuba dostaje w nagrode Mega Żelka. Tym razem za złe zachowanie nie mogło być nagrody więc oczywiście znowu wrzask, kopanie mamy na ulicy itd. W domu wszystko sobie omówiliśmy, Kuba przeprosił, obiecał poprawę. W ramach motywacji obiecałam, że jeśli do końca tygodnia nie będzie bicia to już w weekend ubierzemy choinkę - "umowa choinkowa". 
We wtorek Piotr zadzwonił i powiedział, że nie wie jak to zrobiłam, ale do przedszkola przyszło inne dziecko - grzeczne i spokojne. Ulżyło mi.. Jednak kiedy poszłam odebrać Kubę, p.Beatka ( która teraz przychodzi na zastępstwo) ze łzami w oczach opowiadała mi jakiej histerii Kuba dostał po wyjściu Piotra. Kiedy próbowała przytrzymać go w szatni po tym jak wspinał się na szafki, wrzeszczał na całe gardło ( a to Kuba potrafi jak nikt inny) żeby nie robiła mu krzywdy. Do domu Kuba przyszedł zmęczony ( chociaż bardziej wykończony) 4 godzinami wrzasków i histerii.. 
W środę poprosiłam Piotra aby został dłużej a ja postaram się przyjść do Kube wcześniej. Dzień był spokojny, Kuba grzeczny. Kiedy przyszłam kończył jeść obiad. Nagle w ciągu sekundy zerwał się z krzesełka i rzucił na grupe dziewczynek, które właśnie bawiły się wcześniej zbudowanym przez niego zamkiem. Musiałam zabrać go do łazienki aby odciąć od wszelkich bodźców i tam uspokoić, ponieważ znowu wpadł w straszną histerię. Trwało to jakieś 25 minut. Przyszliśmy do domu wykończeni -  on własną histerią, ja skopana i z bolącą głową od wrzasku. Aby odreagować poszliśmy na długi spacer do miasta - mocno zmęczony fizycznie Kuba zjadł bez prostestów obiad i grzecznie się bawił aż do wieczora.
Już nawet nie chce mi się opisywać jak p.Beatka powiedziała, że mi współczuje (czego?) ani Jaśka, który mnie zapytał czy Kuba ma chorą główkę..

Zostało nam półtora tygodnia do świąt, więc jakoś musimy dotrwać. Mam tylko nadzieję, że takie zachowanie się nie utrwali u Kuby i w styczniu będzie lepiej. Od stycznia będziemy mieli naczycielkę wspomagającą, pedagoga specjalnego p.Asię. Liczę na to że w końcu ktoś porządnie zacznie pracować z Kubą w przedszkolu, bo do tej pory idziemy do przodu tylko na terapii i w domu. Dopóki była p.Madzia to nie było tak źle, ale kiedy jej zabrakło wszystko się posypało. Wiedziałam że tak będzie, uprzedzałam w przedszkolu i naciskałam aby do tego czasu zorganizować nauczyciela wspomagającego. Nie udało się i teraz cierpią wszyscy - Kuba ( który stracił poczucie bezpieczeństwa), dzieci ( bo Kuba wpada częściej w histerie i bije), panie (bo nie można normalnie prowadzić zajęć) i ja ( bo boję się że szlag trafi wszystko co wypracowaliśmy). Cała nadzieja w Piotrze..

Na zakończenie zdjęcie naszego nowego planu dnia razem w systemem motywacyjnym ( niestety zamiast uśmiechniętych buziek póki co czarne kropy za bicie..)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz