Dzisiaj trochę o problemach administracyjnych i prawnych. Jeszcze niedawno nie mogłam się doczekać kiedy dostanę do ręki orzeczenie o kształceniu specjalnym. Pani Dyrektor przekonywała mnie, że wtedy pomoc dla Kuby będzie łatwiejsza, że tak dużo będzie można dla niego zrobić. Przede wszystkim dostanie nauczyciela wspomagającego, który pomoże jemu a także odciąży Panie nauczycielki. Chodziłam, załatwiałam, dzwoniłam i w końcu jest. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po dostarczeniu orzeczenia do p.Dyrektor okazało się, że nie ma szans na nauczyciela wspomagającego. A dlaczego? Bo jest to "niespotykana" sytuacja, bo Gmina ma opory żeby dać na to pieniądze, itd. Najpierw był szok, niedowierzanie -to po jaką ch.... była ta cała szopka, że muszę mieć orzeczenie dla Kuby, bo inaczej nikt sobie nie wyobraża jego funkcjonowania w przedszkolu? Teraz mam odpuścić bo się "nie da"? Oczywiście mogę załatwić asystenta sama - w ramach Specjalistycznych Usług Opiekuńczych. Wniosek o takie usługi składa się w MOPS-ie, który prześwietla nasze dochody i na ich podstawie określa, ile taka "przyjemność" będzie kosztować. Bo za asystenta w ramach SUO płacą rodzice - w naszym przypadku mogłoby to być nawet kilkaset zł miesięcznie. Ale z jakiej racji ja mam za to płacić, skoro mojemu dziecku w ramach wyższej subwencji oświatowej przysługują pieniądze? Gmina dostanie na Kubę ok.49tyś zł rocznie. Aby te pieniądze faktycznie znalazły się w przedszkolu do którego chodzi dziecko, dyrekcja musi się o nie postarać. Oczywiście, gmina niechętnie te pieniądze oddaje, tak więc najłatwiej powiedzieć, że się "nie da" i kazać zapłacić za to rodzicom. Taka jest polityka pomocy dzieciom niepełnosprawnym w naszym Państwie.
Ogólnie od tygodnia chodzę mocno poirytowana ( delikatnie mówiąc). Napisałam oficjalne pismo do dyrekcji o realizację zaleceń z orzeczenia. Załączyłam metryczkę subwencji oświatowej, z której wynika ile pieniędzy Kubie przysługuje. Teraz czekam na pisemną odpowiedź, która zapewne będzie odmowna, i szykuję się do kolejnych pism - do Kuratorium, Urzędu Miasta oraz Ministerstwa Edukacji.Zwróciłam się także o pomoc prawną do fundacji Synapsis, czekam na ich opowiedź. Najbardziej mnie jednak wkurza to, że to wszystko trwa i się przeciąga. Jest paździenik, na pismo od dyrekcji będę czekała 30 dni. Później kolejne pisma, znowu 30 dni i tym sposobem Kuba bez pomocy nauczyciela skończy przedszkole.Szopka zacznie się od nowa, kiedy trzeba będzie załatwić nowe orzeczenie do szkoły. Czytając na forum o podobnych przypadkach dowiaduję się, że załatwienie czegokolwiek w ramach orzeczenia to "droga przez męke" niejednokrotnie bardziej przykra od samej diagnozy.
Jedynym plusem całej tej sytuacji jest to, że właśnie robie nową specjalizację - prawo oświatowe :) Mam już całkiem sporą wiedzę na temat psychologii dziecięcej, pedagogiki specjalnej- czeka mnie jeszcze kilka warszatów z tego tematu, zaburzeń sensorycznych oraz rozwiązywania problemów wychowawczych. Powoli uodporniam się też na ignorancję i niekompetencję niektórych osób oraz kopniaki regularnie serwowane mi ostatnio przez życie. Natomiast pewnoście siebie dodają mi moje nowe buty na 8cm obcasie ( nie ma nic lepszego niż patrzeć na niektórych z góry) :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz