Kuba kłamie.. Tak wiem, to żadne odkrycie że dzieci kłamią ale Kubie się to nie zdarzało. Teraz kłamie z premedytacją, planowaniem aby osiągnąć swój cel. Nie jestem specjalistą ale na moje oko jest to mocno związane z teorią umysłu. No bo żeby skłamać aby coś zyskać, trzeba sobie wyobrazić że druga osoba nie wie tego co kłamca, trzeba mieć więc świadomość tego że w jego głowie siedzi coś zupełnie innego niż w głowie osoby okłamanej. A to wypisz wymaluj jest teoria umysłu. Zresztą czytałam gdzieś, że autyści generalnie nie kłamią bo nie potrafią - jest to związane zarówno z deficytem teorii umysłu ( nie wiedzą jak skłamać) jak i obsesyjnym przestrzeganiem zasad ( przecież nie wolno kłamać). Jak by na to nie patrzeć Matka widzi światełko w tunelu i trochę się z tego kłamstwa cieszy. Ale tylko trochę.. Kłamstwo co prawda nie miało żadnych przykrych konsekwencji ale to w końcu kłamstwo. A Matka do tej pory raczej wierzyła dziecku niż innym obserwatorom, teraz będzie musiała być ostrożniejsza.
W ostatnim czasie generalnie Kuba wspina się na wyżyny swoich możliwości intelektualnych i kombinatorskich. Zachowanie nieznacznie uległo poprawie, mniej jest wrzasków i bicia, jest też chęć robienia zadań w szkole i w domu ( nawet na "zapas"). Pomagają oczywiście wprowadzone nowe plany aktywności - bardziej szczegółowe, tak jak prosiłam. Pomagają systemy motywacyjne które podpowiedziała poprzednia nauczycielka wspomagająca Kubusia, p.Asia oraz te które wymyśla Matka ( jak zawsze). Pomaga też Kubuś, który w ostatnim czasie trochę się wyciszył i ustabilizował na swojej emocjonalnej huśtawce.
Mieliśmy ostatnio ciekawą sytuację w szkole dotyczącą właśnie motywacji i bicia. Kuba po bardzo ciężkim tygodniu i totalnym złamaniu wszelkich zasad doczekał się ostatecznej i bolesnej konsekwencji - stracił myszoskoczki. Wiedział o tym i był uprzedzany, że tak się stanie, że Matka myszaki odda innym dzieciom jeśli dalej będzie przeginał. No cóż, skoro Matka zapowiedziała trzeba było wykonać. Był straszny płacz, nie złość, nie wymuszanie tylko prawdziwa rozpacz i chyba ( tak się Matce przynajmniej wydawało) zrozumienie swojego zachowania i szczere przeprosiny. Takiego czegoś jeszcze Matka nie widziała w wykonaniu syna więc serce zmiękło i została dana ostatnia szansa. Podpisany kontrakt, obietnica poprawy i myszaki warunkowo zostały. Głównym punktem kontraktu był zakaz bicia kogokolwiek ( z tym Kuba ma ogromny problem i walczymy na różne sposoby od lat). Już pierwszego dnia w szkole był test. Koleżanka z ławki obok bardzo Kubę zdenerwowała - on do niej mówi i mówi, opowiada o pociągach a ona nic i jeszcze powiedziała mu że ma się zamknąć bo jej przeszkadza. No obraza niewybaczalna. Kuba bardzo chciał koleżance dać nauczkę i ją walnąć ale przypomniał mu się kontakt, więc wiedział że nie może. No ale jak to tak, wybaczyć, zignorować? Pobiegł więc do innej koleżanki i powiedział jej na ucho aby ona poszła i uderzyła dziewczynkę. I tak się stało. Jak przystało na szefa mafii - ręce czyste a brudna robota wykonana.
Matka miała później problem z interpretacją - no bo w końcu nie bił ale bicie zlecił, a koleżanka mogła powiedzieć że tego nie zrobi. W każdym bądź razie zadziałały hamulce i myślenie przyczynowo- skutkowe. Na szczęście taka sytuacja póki co się nie powtórzyła a Kuba przez dwa tygodnie nikogo nie uderzył.
Z sukcesów ogromnych muszę się jeszcze pochwalić, że pierwszy raz w życiu Kuba był w kinie na filmie. Wytrzymał do samego końca, nie płakał na końcu, nie zasłaniał uszu ( a było głośno) i bardzo mu sie film podobał. Emocjonalnie przeżywał to jeszcze kilka dni ale były to pozytywne emocje. Cieszę się ogromnie bo nie wierzyłam w to, że będę mogła iść z synem do kina. Było wiele prób ale do tej pory sukcesem było to, że odważył się podejść 5m od kasy.